 |
|
nie wiem, które z nas, zmieniło się tak, iż nie możemy wspólnie żyć. przechodzimy obok siebie, tak obojętni i puści, jak nigdy dotąd. dorównuję Ci, w tej cholernej grze, jaką prowadzimy. nie widujemy się zbyt często, ale nasze opisy na znanym komunikatorze, robią sobie na złość. doskonale wiesz, że tęsknię za Tobą, mimo tego, iż jestem z kim innym i cieszę się szczęściem. marzę byś, nie ułożył sobie życia, jestem egoistką, wiem. ale tego, nauczyłam się od Ciebie, Słońce.
|
|
 |
|
puste miejsce przy stole, w mym sercu, wypełnił strach. niegdyś siedziałeś tam Ty, uśmiechałeś się od ucha do ucha, a ja głaskałam, twe blond spiralki. niestety to przeszłość, na przeciwko mnie nadal bywają przyjaciele, zmienne miłostki, lecz obok krzesła, na którym zwykłam siadać nie ma nikogo. samotność zagościła w najbliższym otoczeniu, zbłąkanej duszy, dziwnej piętnastolatki. nie planuję przyszłości, żyję chwilą, lecz wiem, iż w najbliższym czasie, zobaczę Cię, nie zaważy to na Twojej egzystencji, jednakże zburzy mój idealnie zbudowany świat, niestety na zawsze.
|
|
 |
|
jestem trochę jak małe dziecko.. śpię przy włączonej lampce, lubię pić ciepłe kakao, uwielbiam słodycze, nadal mam kilka misiów. ale nie tylko to sprawia, że mogę porównać się do małego dziecka. jest coś jeszcze. miłość.. miłość jaką darzę drugą osobę. bezgraniczna i bezwarunkowa.
|
|
 |
|
"kochany Święty Mikołaju. w tym roku nie proszę o wiele. chcę tylko.." zaczęłam swój list i zastanawiałam się jak sformułować to zdanie. chcę tylko..? czego chcę? wiem czego pragnę najmocniej na świecie, ale przecież nikt nie spełni mojej prośby - chcę żeby On wrócił. "przecież to niemożliwe!" - upomniałam się w duchu. nie można prosić o coś czego się nie dostanie na 100 procent. nie można prosić o to, żeby kogoś przywrócić do życia.. patrzyłam tempo na kartkę. skapywały na nią moje łzy, gdy wspominałam dzień w którym odszedł na zawsze. kiedy przypomniało mi się wieko zamykanej trumny łzy zaczęły lecieć ze zdwojoną siłą. dlaczego byłeś taki zażarty? dlaczego ten raz nie mogłeś odpuścić? do mojej głowy nasuwały się pytania na które mogłaby odpowiedzieć tylko jedna osoba.. jednak gdyby żyła odpowiedzi na te pytania nie byłby mi potrzebne.
|
|
 |
|
znów zbudziłam się zlana potem, a z moich oczu leciały łzy. usiadłam i zapaliłam lampkę stojącą koło łóżka. spojrzałam w lustro. byłam blada jak ściana. znów ten sam sen. chociaż jednak nie sen.. raczej wspomnienie. wspomnienie tego okropnego dnia.. tor, dwa motory, Ty i On. znów wszystko jakby w zwolnionym tempie. patrzyłam tylko na Ciebie. nie mogłam się doczekać końca tego głupiego wyścigu. tak strasznie się o Ciebie bałam kiedy wsiadałeś na motor. nie bez powodu jak się okazało. przez ten idiotyczny wyścig już nigdy się nie spotkamy.. już nigdy nie powiem Ci jak strasznie Cię kocham. już nigdy nie zasnę bez myśli, że może jednak mogłam Ci jakoś pomóc, nawet jeśli lekarz stwierdził, że nie było szansy..
|
|
 |
|
zapewnij mi to bezgraniczne poczucie bezpieczeństwa, po raz ostatni. usiądźmy na środku zlodowaconej drogi, w środku nocy, przy mrozie -15. obejmij mnie delikatnie ramieniem i powtarzaj jaka jestem cudowna, wspaniała. zapewniaj, że nie zamienisz mnie nigdy, na żadną inną. mów, że kochasz. okłamuj mnie pod każdym względem. pocałuj mnie, nawet jeśli nazajutrz mam mieć popękane usta. potem odprowadź mnie do domu, i pilnuj, dopóki nie zasnę. nie pozwól mi płakać i przypominać sobie o tym, że odchodzisz. spraw, żebym rano obudziła się z prawdziwymi wspomnieniami, a nie z bezsensowną wizją nocnego snu.
|
|
|
|