 |
|
skoro nie umiesz mi odpowiedzieć na pytanie co byś zrobił, gdybym umarła to mogę umrzeć już teraz, tylko po to, żebyś poznał odpowiedź.
|
|
 |
|
i nie ma nic gorszego niż usłyszeć, że jesteś opcją tymczasową i tak nie umieć odejść.
|
|
 |
|
nie pojmujesz, że z decyzją o miłości wiążę się niemal takie samo zobowiązanie jak stanięcie na ślubnym kobiercu? nie możesz tego zmienić na pstryknięcie palców, kiedy nagle stwierdzisz, że potrzebujesz przestrzeni. ani miłości, ani małżeństwa deklaracji na papierze czy tej mimowolnej - serca, nie łamie się po to, żebyś mógł sobie odetchnąć od czegoś czego sam pragnąłeś.
|
|
 |
|
staramy się o miłość, a kiedy już nadejdzie każesz mi ją wstrzymać, żebym nie wymagała od Ciebie za wiele. wybacz, że nie zaopatrzyłam Cię w pilota on/off, mój błąd.
|
|
 |
|
tak bardzo nie chcesz się angażować, a zanim zdążysz się obejrzeć planujesz jakie imiona będą nosiły Wasze dzieci.
|
|
 |
|
jesteś przy mnie tak często, że czasami obawiam się czy nie dopadła mnie schizofrenia.
|
|
 |
|
uzależnienie jednostronne, kiedy Ty myślisz o mnie tylko kilka razy w tygodniu, kiedy ja myślę o Tobie nawet w trakcie mycia zębów.
|
|
 |
|
najpierw napawasz sobą każdą komórkę mojego działa, nakręcając jak karuzele na placu zabaw, a potem każesz mi zwolnić. a jak można zwolnić rozpędzone stado koni, który biegną jak oszalałe za każdym razem kiedy jesteś obok, pokonując trasę po całym moim ciele? kiedy zrozumiesz, że to nie jest jebany kucyk tylko setki mustangów?
|
|
 |
|
Mówisz, że masz dość? To spójrz na tego
pijaka pod sklepem, który ma tylko
butelkę, która ma na etykiecie ma jakieś
procenty i tylko w tym widzi sens. Spójrz
na te wszystkie samotne, opuszczone
dzieci, umierające z głodu. Spójrz na
otaczający Cię świat, a dopiero później
mów, że nie masz siły by żyć.
|
|
 |
|
Wy dokarmiacie motylki w brzuchu
miłością, ja – nikotyną.
|
|
 |
|
Bądź sobą, a nie tanią, pospolitą,
wyuzdaną wersją szmaty, bo tych
egzemplarzy są miliony na półkach.
|
|
 |
|
Ogólnie wkurza mnie fakt, że ludzie, którzy
są dla mnie ważni z czasem traktują mnie
jak powietrze. A później ni stąd, ni zowąd
pytają się czemu jestem w złym nastroju,
bądź nie mam ochoty z nimi gadać.
|
|
|
|