 |
|
Dotknął mojego ramienia, i przyciągnął do siebie. Spojrzał w moje oczy, a pode mna ugiięły sie nogi .. Wiedziałam, że powinnam go odepchnąc, i roześmiać sie kpiąco, ale tym razem nie byłam w stanie tego zrobiić ..
Moje usta, same układały się w jakiś potworny grymas, powieki opadały w dół, i po chwili poczułam, miękki, wilgotny, dotyk Jego ust ..
Oprzytomniałam dopiero wtedy gdy odsunął mnie od siebie.
|
|
 |
|
nie znam cię, a to tak jakbym nie znała koloru własnej skóry; tak pragnę znać, pragnę cię znać.
|
|
 |
|
najpierw chcemy się nawzajem zabić, zniszczyć, potem patrzymy tak naszymi oczami, ciepłymi,
i nie wiemy gdzie umieścić własne dłonie, ręce.
|
|
 |
|
nienawidzę twoich białych butów, wysokości, zakłopotania w spojrzeniu, świadomości moich słabości, które ci przekazuję ugięciem, nagłą zapadłością nóg podczas mijania się na dziurawych płytkach chodnika, które ci przekazuję impulsywnością ruchu powiek, ciężkich rzęs, ciszy w ustach, dusznej ciszy nie mogącej.
|
|
 |
|
nienawidzę Cię.
i mówię to z pełną odpowiedzialnością!
ale i tak piję dziś za Twoje zdrowie.
i gdzie tu jest logika, co.
|
|
 |
|
Spojrzałam na niego, miał roziskrzone oczy. Naprawdę w to wierzy, nie udaje. Właśnie to w nim lubię. Nie cierpię, kiedy ludzie mają wszystko w nosie i idą przez życie obojętni i bez wiary.
|
|
 |
|
boję się, że mogę być nieaktualna.
|
|
 |
|
tylko ten deszcz przeprowadza mnie na zły kontynent, tłucze sobą o mój parapet za oknem.
|
|
 |
|
prócz niezależności preferuję człowieka, który tak jak ja nie potrzebuje stąpać po tym świecie, bez włosów po łokcie, lubiącego trawę,
zimą lubiącego kawę, o każdej porze lubiącego kawę.
|
|
 |
|
uchlać się z tobą, choćby w Australii.
|
|
 |
|
i czasami odmówiłabym najlepszej nocy w życiu,
lodów czekoladowych,
słów,
zdjęć,
byle by potem za tym nie tęsknić..
|
|
|
|