 |
|
w jednej chwili świat się dla niej zatrzymał, że jak? że niby jej silny brat? ten człowiek, który mówił jej co jest dobre, a co złe? ten człowiek, który ochraniał ją od wszystkich złych ludzi? jedyny chłopak, który chyba aż tak mocno ją, który chyba jako jedyny na świecie aż tak mocno ją kochał i okazywał jej to w dużej miarze? nie, to nie mogło być możliwe. przecież nie wyobrażała sobie życia bez niego. - wysiadamy! - do życia przywrócił ją głos ojca. chwilę póżniej cała trójka biegła przez szpitalny korytarz. wszyscy wpraowali do sali, gdzie pokierowała ich recepcjonistka. w pokoju nikogo nie było. - gdzie on jest?! - spojrzała na przechodzącego lekarza. - kochanie, spokojnie. - usłyszała z ust mamy. - nic spokojnie, gdzie jest mók brat?! - przeniosła wzrok na lekarza. - leży na operacyjnej, za chwilę powinni wyjść lekarze i poinformować o zdrowiu. - powiedział spokojnym głosem, a następnie poszedł dalej. [cz.2] / crazydream
|
|
 |
|
siedziała w ciepłej bluzie i z tacą frytek przed laptopem. po chwili usłyszała krzyk mamy. zbiegła na dół, zastając ją całą we łzach. objęła ją ramieniem i zaczęła zadawać jej pytanie, na które nie usłyszała odpowiedzi. po chwili do domu wparował roztrzęsiony ojciec. - tato! co się stało? - naskoczyła na niego, a w oczach mimowolnie pojawiły się łzy. domyślała się, że coś złego, że coś musiało się stać. bo niecodziennie przecież widzi się takie sytuacje. - jedziemy do szpitala. - usłyszała tylko, a chwilę później siedziała już z rodzicami w samochodzie. dalej nie wiedziała co się stało, czyżby coś z jej babcią? odkąd pamiętała, miała chore serce. jej myśli przerwał głos ojca. - twój brat jest w szpitalu, miał wypadek. - powiedział zdenerwowanym głosem. [cz.1] / crazydream
|
|
 |
|
I kupię sobie skarbonkę z napisem 'zbieram na szczęście'.
|
|
 |
|
kochanie postanowiłam zmienić coś w domu -masz rację, mogę ci pomóc? -Tak. Wypierdalaj!
|
|
 |
|
Wstaję rano z myślą, że go ujżę. Wychodzę z domu z myślą, że go spotkam. Wracam z myślą, że go zobaczyłam. Zasypiam z myślą, że mi się przyśni.
|
|
 |
|
Wiesz dla ciebie każde nasze spotkanie to przypadek, a dla mnie ściśle tajnie zorganizowany plan.
|
|
 |
|
szedł za nią, słyszała to dobrze, ale nie chciała za szybko pokazać mu, że już mu wybaczyła. zatrzymała się pod swoim domem, odwróciła się, jak myślała, stał za nią. otworzyła furtkę i zmierzała w kierunku drzwi nic nie mówiąc. - no chyba nie... - wyszeptał cicho . ta zaś zaśmiała się cicho pod nosem i weszła do domu zatrzaskując za sobą drzwi. spojrzała przez wizjer. stał dalej patrząc jeszcze przez chwilę na jej dom, po czym ruszył w swoją stronę. wybiegła za nim śmiejąc się. - kochanie! - zawołała za nim, ale ten nic sobie z tego nie robił. po przejściu paru metrów zatrzymał się. - jesteś wredna. - podszedł do niej powoli. - uwielbiam to . - zaśmiała się cicho, po czym przytuliła się do niego. stali tak jeszcze przez parę minut. - kocham cię . - wyszeptał, po czym wpił się namiętnie w jej usta. o tak, moim zdaniem to nazywa się miłość, bez względu na to, że osoba druga obraziła się na nas, my potrafimy obrócić to w żart . [cz.3] / crazydream
|
|
 |
|
otworzyła usta, by zacząć krzyczeć, lecz ktoś ją uprzedził i zamknął jej, pocałunkiem. poczuła jego perfumy, tak, wiedziała, że jest bezpieczna, ale również cholernie wkurwiona na niego. - pojebany, i po co mnie straszysz?! - zaczęła na niego wrzeszczeć, co doprowadziło ją do łez. miała w dupie swoją godność. - przepraszam, kochanie, nie wiedziałem, że tak zareagujesz . - przytulił ją do siebie, ale ona odsunęła się od niego. - a co myślałeś? że będę skakać z radości? - zaśmiała się ironicznie. - no przepraszam, skarbie. - złapał ją za dłoń, ale ona ją wyrwała. chwilę jeszcze próbował się do niej przytulić, ale ona nie dawała za wygraną, była na niego obrażona. - zostaw mnie . - powiedziała w pewnym momencie, po czym odwróciła się i ruszyła w stronę domu. [cz.2] / crazydream
|
|
 |
|
Gdy dwie osoby się kochają nieważny jest wzrost, ani różnica wieku. Ważne, że się kochają . < 3
|
|
 |
|
niewykorzystane okazje bolą bardziej, niż popełnione błędy .
|
|
 |
|
szła ciemną uliczką, dochodziła godzina 21, a ona miała jeszcze pół drogi do przebycia. prosiła, by ją odprowadził, lecz dla niego ważniejsi byli kumple. w pewnym momencie zatrzymała się. odwróciła głowę i spojrzała za siebie. nikogo nie było, a przecież dobrze słyszała czyjeś kroki. przez chwilę zastanawiała się, czy nie zadzwonić po niego. nie chciała, by myślał, że jest taka strachliwa. nie poddała się, ruszyła dalej. idąc szybciej, dźwięk kroków nasilał się, przyspieszyła, prawie, że biegła. po chwili poczuła dłoń na ramieniu. [cz.1]/ crazydream
|
|
 |
|
Pieprzyć tych, którzy każą Ci się zmieniać. Albo zaakceptują Cię taką jaka jesteś, albo niech spierdalają. Proste.
|
|
|
|