 |
|
wypuszczam dym i patrzę jakbym chciała z niego wróżyć.
|
|
 |
|
spójrz na nas, zobacz co się dzieje dookoła, tu wkurwienie daję siłę, której nie zmierzysz w Newtonach.
|
|
 |
|
ponoć szukamy szczęścia, tylko dlaczego w kłamstwach?
|
|
 |
|
próźni, dumni, trudni, tyle w nas fałszu,
jesteśmy równi, choć to jest równe kłamstwu,
|
|
 |
|
nie liczą już dni ci, co spóźnili się na seans.
|
|
 |
|
dziś wyłączam wszystko, chowam peryskop,
dziś ten świat to trotyl, a człowiek jest iskrą.
|
|
 |
|
chce się obudzić, stanąć na streecie,
nigdy nie zasnąć, bicie serca słyszeć,
widzieć las rąk.
|
|
 |
|
mimo co? mimo wszystko. =q
|
|
 |
|
nie byłoby tematu gdybym znał tego następstwa.
|
|
 |
|
piękna noc, chodźmy na spacer, pozwól, że cię zaprowadzę, tam gdzie witraże są obrazem zdarzeń
|
|
 |
|
zwierciadło przed którym nie masz nic do ukrycia.
|
|
 |
|
jest wszystkim co mam na świecie, dla niej mam plan.
|
|
|
|