 |
|
zadzwoniłam dzwonkiem, a drzwi
otworzyła mi mała, pięcioletnia
dziewczynka, którą uwielbiałam. 'no cześć
niunia' - uśmiechnęłam się do niej, kucając i
łaskocząc ją. 'a wieś cio ceba robić jak jadą
pśy? biegnąć szybko albo mówić, że się nić
nie wie' - powiedziała, dumna z siebie. 'coo,
czego ten pacan Cie nauczył' - zaśmiałam się.
nagle wyszedł z kuchni - łysy, wytatuowany
gostek w jasnych jeansach, białej bluzie i
jasnej czapce, z wrednym wyrazem twarzy.
'Nikola, w tej chwili do mamy' - stanowczo
powiedział, po czym zamknął drzwi i
obejmując mnie z uśmiechem na twarzy
udał się w kierunku wyjścia. 'czego ty jej
uczysz, głupku?' - zaśmiałam się. 'samych
podstaw, dziecino. samych podstaw' -
powiedział, odpalając szluga.
|
|
 |
|
- jesteś aniołem. - co? - mama mówiła mi, że ci, którzy mają skaleczone nadgarstki to anioły. - nie jestem aniołem. - ależ jesteś. mama mówiła, że tylko anioły się okaleczają bo nie lubią życia na ziemi. ten świat ich niszczy, więc próbują znów wrócić do nieba. są zbyt wrażliwi na ból innych i ten własny. - wiesz, twoja mama jest bardzo mądra. - dziękuję. też jest aniołem, ale wróciła już do domu.
|
|
 |
|
teraz wiem jak to życie można łatwo przegrać.
|
|
 |
|
tak bardzo mocno dano mi odczuć że nic nie znacze !
|
|
 |
|
Cholerny ucisk w klatce piersiowej, smutne oczy, udawany uśmiech, powracające uczucie zagubienia i bezradności, znasz to ?
|
|
 |
|
Marzenia usychają i odeszły razem z Tobą. Od dawna nie ma Nas, wtedy nie byliśmy sobą. Nie myślę już nad jutrem, bo nie było przecież wczoraj. Znużone kroki stawiam, alkohol jest jak zmora..
|
|
 |
|
Nie pytaj czy pamiętam, w głowie mam pustkę. A z wszelkich błędów rozliczam się przed lustrem
|
|
 |
|
Twoje oczy trochę smutne, chyba patrzą prosto w moje i nic nie mówisz znów, ja milczę też, ale oboje mówimy " Chyba chcę, lecz wybacz, wiesz, trochę się boję..''
|
|
 |
|
W trudzie codzienności chyba brak nam miłości.
|
|
 |
|
Zazdroszczę Ci, że masz z kim się śmiać, z kim się kłócić, o kogo się bać, za kim w ogień rzucić..
|
|
 |
|
Błagam, dość mam, ile można unieść co dnia na barach? To jak „ zbrodnia i kara ” , nocna mara, tak się staram, lecz upadam .
|
|
 |
|
..bo kiedy nie ma Ciebie , niewiele istnieje. Wiem, że tak trzeba, ale kurwa oszaleje teraz..
|
|
|
|