 |
|
nie pozostawił wolnej przestrzeni między naszymi ciałami, równocześnie blokując także moje plecy powierzchnią materaca. wbijając się ostatni raz mocno w moje usta swoimi, zakończył pocałunek. musnął jeszcze wargami mój policzek, brodę i szyję, po czym poważnie spojrzał mi w oczy. - ja Cię dzisiaj nie puszę. słyszysz? nie ma możliwości. o której to tam miałaś wrócić ode mnie? dziesiątej? po dziewiątej rano wrócisz, oznajmiając, że jesteś przed czasem. - nachylił się i musnął moje wargi, by chwilę później znów rozsunąć je językiem. pokręcił głową. - nie... naprawdę Cię nie puszczę.
|
|
 |
|
znam to uczucie. niczego w gruncie rzeczy to nie zmienia, bo euforia i podskakujący poziom endorfin na jego obecność jest równie nieziemski i niespodziewany. różnica polega na tym, że teraz wiem również jak to jest go z wielkim trzaskiem serca tracić.
|
|
 |
|
przed każdym spotkaniem z nim zastanawiam się czy oby na pewno dobrze robię. bez dojścia do jakichkolwiek wniosków, spędzam z nim czas, niczym mantrę powtarzając wciąż sercu: 'nie zakochuj się znów'.
|
|
 |
|
tak tak, będę żałować. będę przeżywać to, co wtedy, a każda bliższa relacja z innym typem będzie kończyła się w momencie gdy przypomnę sobie o nim. będę zapłakana, nieszczęśliwa, zraniona i pełna żalu, że nikt mnie nie powstrzymał. rozumiem! ale chcę.
|
|
 |
|
Ty i Romeo? kontrasty, bo Romeo w życiu nie założyłby na siebie dresu, bo to, co Ty mówisz w moim kierunku tak bezpośrednio, uważałby za obrzydliwe. nie wypowiedziałby trzech czwartych słów, którymi zazwyczaj obracasz. nie wiem jak kochałby, lecz wiem, że nie byłabym szczęśliwa od tej miłości. Romeo może być którymś z powszechnych ideałów, marzeń - chrzanię to. nie jestem Julią i widzę ku temu aspiracji, nie jego chcę.
|
|
 |
|
chcę deszczu. długiego spaceru, przemokniętych serc, cichego wejścia z dworu wprost do jego pokoju. palca, którego przyłoży do ust, sugerując mi milczenie. stłumionego chichotu. jego ciepłych warg całujących mój obojczyk. jointów. zapomnienia. mokrych ubrań, upadających na podłogę i zostawiających małe kałuże. bezwstydnego dotyku. cholernej, bezgranicznej bliskości ciężko wiszącej w powietrzu. chcę życia, z nim.
|
|
 |
|
po co znowu siebie oszukuje? po co sobie mowie, ze wroci... ze jak wroci to mnie kocha. przeciez to nie jest mozliwe...
|
|
 |
|
jest przepięknie, naprawdę... no i kurwa po co ja siebie znowu oszukuje? po co znowu sobie wmawiam takie rzeczy? z cichą nadzieją kurwa siedze i czekam na Jego ruch , na cokolwiek tylko żeby wiedzieć, że coś znacze dla Niego... Boże, kurwa czemu? czemu...
|
|
 |
|
Mimo wszystko i tak jesteś najlepszym, najpiekniejszym, najcudowniejszym, najprześliczniejszym wspomnieniem...
|
|
 |
|
Mam cichą nadzieję, że przyjdzie przytuli. Powie jak bardzo mnie kocha, że tęsknił za mną, za moimi pocałunkami, za tym jak Go przytulałam... za moim śmiechem, i tym jak się wkurwiałam, ale mimo tego uśmiechałam sie. Jak patrzałam na Niego swoimi oczami, jak mówiłam, że Go kocham tak bardzo... Przecież nadzieja to skurwiałe uczucie, to co ja mam zrobić? Nie daje rady, płacze kurwa już kolejną noc, to wszystko jest takie szare kurwa bez Niego! Kurwa,wróć... Daj mi siły i powody na lepsze jutro. Chciałabym wstawać z myślą, że Ciebie mam i się od razu uśmiechać do ściany, wspominając Ciebie i nasze spotkania...
|
|
|
|