 |
- Albo ja, albo oni.
- Oni. Wiesz dlaczego ? Bo nigdy nie postawili mnie przed takim wyborem.
|
|
 |
I może popełniam błąd.. może kocham go za bardzo.. i może będę później zajebiście cierpieć.. ale do cholery zrozum, że jestem w tym momencie szczęśliwa. tak bezwarunkowo cholernie szczęśliwa..
|
|
 |
Szli całą paczką. Śmiała się, wygłupiała i nawet o nim nie pomyślała. Doszli do stałej miejscówki. Siedział. Siedział ze swoją laleczką na kolanach. Gładził ją po włosach, przytulał. Jej serce na chwilę stanęło, by po paru sekundach zacząć bić oszalałym rytmem. Odwróciła się i poszła za róg budynku. Nagle ktoś ją objął. 'Ej, siostra. Przecież dasz radę.' Pokręciła przecząco głową. 'To chociaż jemu pokaż, że jest inaczej. Pokaż, że jesteś silną dziewczynką.' Przetarła oczy. Uśmiech rozświetlił jej twarz i wyszła zza rogu, trzymając się kurczowo bluzy przyjaciela.
|
|
 |
czy mi zależy ? cholernie, ale zrozum, że nie jestem w stanie już nic zdziałać. straciłam do niego zaufanie, a on nawet nie próbuje go odzyskać. nie będę żebrać o miłość. jestem w emocjonalnej dupie ..
|
|
 |
Chciałabym mieć 100 % pewności , że się uda .. Wtedy wszystkiego bym próbowała i nie miała żadnych obaw , że mnie odrzucisz.. :C
|
|
 |
rozumiesz? ..
Człowiek może i uczy się na błędach, ale jeśli kocha, to wciąż popełnia jeden i ten sam - ufa, choć już tyle razy się zawiódł..
|
|
 |
Jeszcze wtedy nie wiedziałam , że teraz będziesz dla mnie tak cholernie ważną osobą.
|
|
 |
'Dobrze widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu' .
|
|
 |
Siedziałam na gadu jak co popołudnie. Napisał... serce w siódmym niebie... nagle napisał
- kotek, siądę później. Idę wyprowadzić psa. - zadowolona słowem 'kotek'. Już dawno tak się do mnie nie zwracał. Zrobił się niedostępny. Ja zmieniłam status na zaraz wracam, ubrałam kurtkę i buty i poszłam do parku gdzie zawsze spotykaliśmy się, gdy wyprowadzał swojego psa. Na 'naszej ławce' siedział liżąc się z jakąś blondi. Bez psa. Wróciłam i napisałam
- taa. chyba sukę..
|
|
 |
czy może przestać zależeć z dnia na dzień? a własciwie z minuty na minutę, bo tak własnie było w mojej sytuacji. bo to jest tak, że zajebisty kumpel coraz bardziej cię rani, a tu czujesz, że coraz mniej was łączy. z drugiej strony wspólne kłótnie to już wasza codziennosc i chyba oboje tylko szukacie powodów do sprzeczek. zaczynasz już nawet wątpić w Boga, bo nie możesz uwierzyć, że dopuscił do ciebie osobę, która niszczyła cię każdego dnia. w końcu przychodzi moment, kiedy mówisz wszystko, co cię boli. niczego nie ukrywasz, bo czujesz, że powinnas to zrobić już dawno. nie płaczesz.. kontakt się urywa: raz na zawsze. a tobie jest już wszystko jedno. nie płaczesz.. nie krzyczysz.. czujesz tylko tą jebaną pustkę. a to jest chyba najgorsze..
|
|
 |
I dobrze wiesz, że w głowie mam rozpierdol związany z życiem, a niszczysz mnie jeszcze bardziej..
|
|
 |
jestem inna, bo nie jestem taka jak te plastikowe lalunie, które boją się tylko o swoje paznokcie i rozmazany makijaż. mi się nic nie stanie, gdy jednego dnia nagle szlag trafi prostownicę i będę musiała iść do szkoły w tych cholernie niesfornych lokach, lub gdy skończy mi się tusz do rzęs, wtedy też świat się nie zawali. nie załamię się gdy na imprezie złamie mi się obcas, lub gdy złamie mi się tips. ja będę miała wyjebane, bo po chuj się przejmować takimi gównami, skoro wokół tyle prawdziwych problemów.
|
|
|
|