 |
|
myślałam , że jestem dla ciebie najważniejsza. dopóki znowu nie pojawiła się ona .
|
|
 |
|
- zabiłeś dwa miliony jednorożców - oj tam, oj tam. - dwa miliony jeden.
|
|
 |
|
mów, mów jeszcze... mów dalej, nie przerywaj. zajmij mnie, każ mi przestać o tym myśleć, każ mi patrzeć na siebie, każ oddychać, uspokoić, każ całować do utraty oddechu. tup nogą, krzycz, kop, bij. Ale zabroń myśleć o tym o czym mu nie wolno, nigdy. Przecież on jest więźniem nie tego serca.
|
|
 |
|
nie patrz mi się prosto w oczy, czytaj między wierszami, kotku.
|
|
 |
|
i pomimo zaciśniętych pięści, po policzkach ciekły łzy.
|
|
 |
|
był warszawskim menelem. nagle ubrali go w smoking, wcisnęli mu do kieszeni garść pieniędzy i kazali grać.
|
|
 |
|
i zawsze to drżenie o to, że powrócisz do tego jebanego piekła, z którego chciał cię wyciągnąć..
|
|
 |
|
Naiwna jak owca, głupia jak szczeniak.
|
|
 |
|
Była taka piękna, niczym niewiarygodna. Stała tam na balkonie oblanym słońcem. Boso. Jej długie, blond włosy spływały po nagich ramionach, kończąc na białej, nieskazitelnej bluzce. Jej niebieskie oczy błyszczały nieziemską energią, twarz gładka jak aksamit zarumieniona słodko i ustach takich jak maliny. Patrzyła się tak kusząco, tak dobrze i ciepło... a wtedy to uśmiechnęła się delikatnie, po czym pochyliła ku paczce papierosów. Wyciągnęła jednego, wsadziła między wargi i zapaliła zaciągając się głęboko, jak mężczyzna. Dym rozprzestrzenił się wokół jej pięknej twarzy.
... już nigdy nie spojrzał się na nią tak jak na początku. Została stracona w jego oczach.
|
|
 |
|
czasem miło jest wspomnieć te wspaniałe czasy, gdzie było nam tak dobrze. jednak minutę później dochodzi do tego kolejna myśl- jak to teraz mi jeszcze lepiej... ale przy innej. widać nie byliśmy sobie pisani, kochanie. Teraz próbuję innej drogi, z wiarą iż ta jest najlepsza.
|
|
 |
|
nie widział nic przez Ray Bany przydymione szlugami i zalane whisky.
|
|
|
|