 |
|
nie wiem co mam Ci powiedzieć, co, że Cię kocham? że wciąż po nocach nie śpię, i że wciąż jest źle i nie wiem co mam myśleć, tak jak parę lat wcześniej, a szczęście poszło w swą stronę, rozstałam się z nim w momencie, kiedy szłam z mefedronem czując, że to już koniec, a Ty nie wrócisz naprawdę, upadłam nieświadoma, że leżę na dnie...... dawałaś mi tę szanse nieraz, bym się pozbierała, żebym wstała, zobacz wstałam, ale Ciebie już nie ma
|
|
 |
|
najwyższy czas już chyba się pożegnać i zostawić to wszystko za sobą, lecz pamiętaj jednak, że ja pamiętam, że to przeze mnie nie ma Cię obok mnie...
|
|
 |
|
nie opuszczam ludzi jestem przy nich cały czas nawet, gdy mi prosto w twarz mówią najtrudniejszą z prawd, ale szanuję tych, co odpłacają mi tym samym, reszcie mówię nic prócz tego, że się znamy
|
|
 |
|
wielu mówi, że jestem, jak brat, lecz nic nie zrobili dla mnie nigdy :)))
|
|
 |
|
szczęście, powiedz mi, gdzie kurwa jesteś, czy jestem tylko sam na tej planecie o nazwie 'bezsens'?
|
|
 |
|
Stał na brzegu lasu i wyrzucał sobie z okrucieństwem, czemu nie rozmawiał dłużej. Tyle jeszcze trzeba było powiedzieć, tyle rzeczy niezmiernie ważnych! Każde ze słów, które teraz z mroku się wysuwały, miało przedwieczny swój byt, swój jakiś własny kształt, swój sens i miejsce, treść i logiczne znaczenie, jak ton w symfonii niezbędny, konieczny, doskonale umieszczony.
Leniwym krokiem wlókł się w swoją stronę(...) Zatrzymał się na dawnym miejscu i wśród błotnistej drogi ujrzał ślady małych trzewików. Wzrok jego padał na te foremne wyżłobienia w piasku i w zachwycającej wizji oglądał stopy, które tych miejsc dotknęły. Widział ciało wysmukłe, subtelnie piękne, budzące nieopisaną rozkosz, które się nad nimi przemknęło. Zamknąwszy oczy patrzał w głębinę swej duszy. W tej chwili schyliła się ku niemu cicha wiedza, wesoły szept męczącej zagadki, rozstrzygnięcie trudnego pytania, proste jak czysta prawda. Powitał je radosnym śmiechem:„Ależ tak! Rozumie się! Przecie to jest moja żona”.
|
|
 |
|
ostatnio puszczałam numery, przy których daliśmy się ponieść, dziś sama, wcześniej Ty i ja, nas dwoje, patrzę na stare zdjęcia i to rodzi uśmiech straszny, wtedy myśleliśmy, że jesteśmy siebie warci... eh
|
|
 |
|
kochana Mamo chyba trochę głupieje
|
|
 |
|
co pomoże, czemu to zrobiłaś? w krótką chwile spierdoliłaś tyle, choć starałaś się starać, błagać, zbrodnia i kara, ta myśl powraca wciąż, jak w koszmarach, nie takie proste, jak się może zdawać to 100% pojebana sprawa, to miała być taka NIEWINNA ZABAWA, to nie kolejny dzień Ci stracony, głupot narobiłaś dużo więcej, jak na razie do tej pory wszystko było bardzo pięęęęknie, a teraz może wiele pęknie, w takich chwilach chodzi o to, że ktoś mięknie, to duży żal, plucia sobie w brodę, nie zabiłaś nikogo, ale to trochę jakbyś sobie strzeliła w głowę
|
|
 |
|
czuję zmęczenie tu, brak snu i ból, ile zmarnowałeś nocy już na whisky i lód? i czasem myślę: "muszę wyjechać jak najdalej", bo wiesz co, ja też już tyle nocy zmarnowałem
|
|
 |
|
słuchaj, nigdy nie miałem złych intencji, ale ranią mnie i ja muszę też ich.
|
|
 |
|
w chuj było tych spraw złych, czuć było strach i w chuj było tych spraw złych.....
|
|
|
|