 |
|
mama miała rację i zgadła - kumple odchodzą, zostaje pusta ławka
|
|
 |
|
byle do jutra, ale ta wódka kurwa nigdy sie nie kończy
|
|
 |
|
mamy siebie ale nie wiem czy mamy coś więcej
|
|
 |
|
koniec gry, wypadamy w aut, przecież tak toczy sie los miliardów par
|
|
 |
|
Widziałem Cię rano przechodząc pod blokiem,
nie znamy się, za to spotkaliśmy się wzrokiem,
hat, na głowie kaptur, wiesz trudny dzieciak,
pewnie z góry potraktowałaś mnie jak śmiecia
|
|
 |
|
I biorę ciężkiego powietrza oddech,
które cedze przez gardło tak, że jest mi nie dobrze.
Pluję krwią, w około płoną pochodnie,
brakuje mi siły, leżę, pomóż mi się podnieść
|
|
 |
|
Czasami wątpię jak Ty w cały świat,
czasami wątpię w siebie, wątpię w nas,
to jest tak silne, że wraca do mnie w snach -
przewracam się, leżę, nie mam siły by wstać
|
|
 |
|
kiedy już czuje że to rzucę kiedy chce uciec z takim poczuciem że już nie wrócę mimo zakłóceń ty sprawiasz że staje jak uczeń wiesz gdzie mam duszę i wiesz że jeśli chcesz otwierasz mnie jak kluczem
|
|
 |
|
Oczy i uszy też nie zawszę mówią prawdę,
jak zgadnę co jest naprawdę ważne?
|
|
 |
|
ta choroba to życie i jest dla nas śmiertelna, nie wiem co mam powiedzieć Ci, wytrzymasz..
|
|
 |
|
To brat - razem ze mną chwyci, co pod ręką, brat - z braku ojca to był mój mentor
|
|
|
|