 |
|
Zawsze bałam się, że kiedyś odejdzie i zostawi mnie z tym wszystkim samą. Odjedzie, rzucając w moją stronę chamskie 'nara' i wyjdzie, zostawiając po sobie ten pieprzony bałagan i dziurę w sercu. Stało się. Cholernie brakowała mi Jego dotyku, obecności, głosu. Jego imię ciągle odbijało się we mnie, a z każdym dniem Jego nieobecność, bolała coraz bardziej jak gdyby, ktoś lub coś za wszelką cenę chciało, żebym cierpiała. Nie potrafiłam powstrzymać łez, kiedy spoglądałam na zdjęcia, stare wiadomości, czy kiedy widziałam go na ulicy. Każdego wieczoru, leżąc na łóżku, łzy delikatnie spływały mi po policzku, karmiłam się złudzeniami, że on jeszcze wróci, że wejdzie do mojego pokoju, przeprosi, przytuli. Żyłam z tą pierdoloną, złudną nadzieją przez pół roku, teraz? teraz już mi przeszło. Wiem, że on nigdy nie wróci, że żyje swoim życiem i pewnie jest szczęśliwy. Jednak ja nigdy go nie zapomnę, on zawsze będzie we mnie żył, pomimo, że już go nie kocham i nic dla mnie nie znaczy.
|
|
 |
|
Ja mam już dość życia kiedy nic się nie układa. Wszystko co robię jest źle, wszystko psuję. Nic mi jeszcze w życiu nie wyszło, tak jak ja bym tego chciałam. Od pewnego czasu ciągle płaczę, czasami nawet od tak, bez konkretnego powodu. Nawet teraz, łzy spływają mi na klawiaturę, a tam w środku czuję dziwne kłucie, które narasta kiedy tylko pomyślę o miłości. Chciałabym być szczęśliwa, ale się boję. Boje się zakochać, boję się, że znów wszystko zepsuje. Boję się miłości, boje się kochać. Boję się, że znów będę musiała sklejać serduszko przez pół roku tylko po to, żeby później znów jakiś chłopak je rozpierdolił i spędzę kolejne pół roku dławiąc się łzami. Ja już nie mam sił na nic, jedyne czego teraz chcę, to żeby w końcu było dobrze.
|
|
 |
|
Wszystko co się psuje zawsze jest moją winą, zawsze kiedyś się kłóciliśmy wina leżała po mojej stronie, nawet kiedy nie odzywałeś się przez tydzień i potem nagle napisałeś, że mam się ubierać zaraz będziesz, jak gdyby nigdy nic wbiegłeś do mojego pokoju, i zacząłeś krzyczeć, że jestem nienaszykowana leże i płaczę, wtedy też była moja wina. Zawsze, nawet kiedy Ty zrobiłeś coś źle, wszystko było przeze mnie. Może dlatego teraz przepraszam innych za wszystko, nawet kiedy to nie moja wina. Może to właśnie przez Ciebie boję się zakochać, może to właśnie przez ten pieprzony związek teraz tak strasznie boję się kochać.
|
|
 |
|
Kiedyś do mnie dotrze, że niektórych ludzi nie zatrzymam. Oni przechodzą przez nasze życie od tak, dla 'urozmaicenia'. Czasami zostają na trochę, a przez te kilka miesięcy czy nawet lat, potrafią nieźle namieszać i pozostawiają po sobie cholerny syf, który my zamiast szybko posprzątać, podlewamy milionami wylanych łez.
|
|
 |
|
Gdybym zniknęła tak z dnia na dzień. Urwałabym kontakt z wszystkimi, tak po prostu ich olała, wątpię, żeby ktokolwiek zauważył, żeby moje odejście wzbudziło w kimś niepokój, strach, czy smutek. Byłoby to tak samo mało ważne dla innych, jak ominięcie ślimaka na chodniku.
|
|
 |
|
aż w głowie się pierdoli .
|
|
 |
|
Jeżeli ktoś mi powie że , wie co czuje , to chyba spadnę z krzesła i zacznę płakać ze śmiechu .
|
|
 |
|
Przyjdź, a opowiem Ci jak reszta świata przestaje dla mnie istnieć gdy Cię widzę.
|
|
 |
|
Po prostu za Tobą tęsknię, to wszystko.
|
|
 |
|
A może nie chodzi o romantyczne gesty. Być może romantyczność naprawdę jest przereklamowana i zbędna. Może tak naprawdę chodzi o to, aby mieć pewność. Że on jest, będzie i nie odejdzie z byle powodu. Że można na niego liczyć. Polegać na nim. Czuć się bezpiecznie w znaczeniu psychicznym i fizycznym. Romantyczne gesty szybko się kończą. Zostają po nich jedynie puste pudełka po czekoladkach i zasuszone róże.
|
|
 |
|
Mimo wszystko, naiwnie czekam, lecz nie wiem na co.
|
|
 |
|
gadać sobie mogę, a i tak gdy na mnie spojrzysz zapominam, że trzeba oddychać.
|
|
|
|