 |
krzyczał, tak przeraźliwie krzyczał, a jego głos odbijał się echem o ściany korytarza. bałam się, nie wiedziałam czego mogę się spodziewać, nie wiedziałam czy mam kryć się przed ciosem czy może umknąć przed jego osobą do pokoju. wpadł w furię, widziałam jak w jego oczach majaczy nienawiść, jak alkohol dodaje mu nienaturalnej siły. krzyczał, że jestem tylko problem, że jestem nic niewarta, że idiotka, to dobre określenie na moją osobę. nawet nie umiem opisać co wtedy czułam. żal? ból? nienawiść? a może zwyczajną pustkę, w końcu tyle razy było mi dane słuchać podobnych obelg. patrzyłam na jego twarz, ale nie widziałam w nim ojca, nie widziałam mężczyzny, który kilkanaście lat temu był całym moim światem. stał się obcą osobą, tyranem, od którego jak najszybciej pragnę się uwolnić.
|
|
 |
Ja już się nie smucę. Ja od razu rezygnuję./esperer
|
|
 |
'jesteś taka śliczna' - szepcze sunąc palcem po linii moich żeber. pod jego czułym dotykiem czuję przyjemne prądy, które pobudzają każdą komórkę. patrzy na mnie, tak intensywnie, tak czule, że przez moment dostrzegam w jego oczach miłość, tak samo mocną i silną jak moja. lustruje wzrokiem całe moje ciało i przez ten moment, przez tę chwile czuję się atrakcyjna. nie obchodzi mnie kilogram, który przybył ostatnio, ta fałdka, którą tak usilnie chce zlikwidować, te uda, zbyt duże i zbyt masywne. w jego oczach jestem piękna, w jego oczach jestem idealna. rozkoszuje się tym jak tylko mogę, nasycam, by nie widzieć już w lustrze zakompleksionej dziewczynki. składa pocałunek najpierw na szyi, potem na brzuchu, a na końcu na ramieniu i ponownie mówi, że jestem piękna. a ja? skaczę od środka, bo przy moim boku leży chłopak, którego od dawna szukałam.
|
|
 |
Obudziłam się zlana potem, drżąca, a łzy leciały mi ciurkiem po twarzy. Zaciskałam kurczowo pościel i usiadłam, kołysząc się delikatnie w tył i w przód. Mówiłam głośno, że to był tylko zły sen, że to już za mną, że to nieprawdziwe. Umarłeś. Tam, w mojej głowie, w sercu, umarłeś. Oni mi to powiedzieli. Czułam taki smutek jak chyba nigdy. Kilka głębokich oddechów i uświadomiłam sobie, że Ty przecież żyjesz. Żyjesz, ale nie dla mnie, więc to tak jakbyś umarł. Pochowałam Cię w myślach. Koszmarne, wiem./esperer
|
|
 |
Wielki głaz przygniata moje serce. Próbuję jakoś wydostać się z tej ciemnej otchłani, która mnie wciągnęła wraz z dniem, w którym zacząłem gubić swoje własne 'ja'. Kim teraz jestem? Zadaję sobie to pytanie tak wiele razy, że przestałem widzieć w tym sens. Na niebo wkraczają szeregi chmur, które tak uważnie mi się przyglądają. Boję się, że spadną mi na głowę tym samym niszcząc to, co udało mi się zudować do tej pory. Gdzie Ona jest? Miała tutaj być, trzymać mnie za rękę, obiecała, że będzie cały czas, że nie pozwoli mi upaść. Kłamała? Niemożliwe, ufam jej, przecież nie mogłaby mnie zawieść. Jestem coraz niżej, słyszę szepty mojej duszy, która zagubiła się pomiędzy dwojgiem serc. Jedno tak chętne do miłości, drugie tak odległe od Niej. Które należy do mnie? Dlaczego nie mogę rozpoznać swego serca? Przyjdź to, pomóż mi je odnaleźć, nie widzisz jak spadam? Miałaś tu być i mi pomóc. Zniknęłaś. Rozpłynęłaś się w tym gęstym powietrzu, którym oddycham jak każdy, komu ufałem./mr.lonely
|
|
 |
Wiesz, nie było Cię tyle czasu, a tak wiele spraw się wydarzyło. Ktoś przyszedł, ktoś odszedł, serce pękało mi tysiąc razy i tysiąc razy próbowałam je składać. Tak wiele razy wybuchałam śmiechem, a potem tłumiłam płacz. Nie wiesz ile razy szłam na samotne spacery, bo rzeczywistość była zbyt ciężka do udźwignięcia. Nie zdajesz sobie sprawy jak często się poddawałam, by potem wstać z jeszcze większą determinacją. Tyle się działo, a Ciebie nie było. Nie mogłam Ci tego opowiedzieć, nie mogłam tego z Tobą przeżyć, więc nawet jeśli teraz wracasz to nie zmienia niczego, bo wtedy byłam sama. Mogę Ci o tym opowiadać, ale moje serce już nigdy nie pęknie w ten sam sposób jak wtedy. Przykro mi. Szłam samotnie tak długo, że Twoje towarzystwo jest teraz niepotrzebne. Odzwyczaiłam się od Twojego dotyku tak bardzo, że każde muśnięcie powoduję odciski na moim ciele. Nie było Cię, kiedy upadałam, więc pozwól, że sama też się podniosę./esperer
|
|
 |
Nie skoczysz wysoko, jeśli nie weźmiesz rozbiegu. Nie docenisz, jeśli nie oddalisz się na tyle, aby móc widzieć wszystko z bezpiecznego dystansu i zobaczyć znaczenie straconych chwil./esperer
|
|
 |
mama powtarza mi: 'skup się na nauce, niedługo matura, przestań żyć wakacjami', ale jak mam siedzieć w domu, nad otwartymi podręcznikami, z arkuszami matur gotowych do wypełnienia, gdy oni w jedną sekundę potrafią przekonać mnie bym spędziła z nimi standardowy weekend? znowu boli mnie brzuch od napadów śmiechu, znowu ukrywam łaskotki, które oni tak sprytnie potrafią wykorzystać, znowu czuję się tak swobodnie krocząc między nimi, znowu łapiemy głupie rozkminy i pijemy alko na ławce pod blokiem, znowu karmię ich łyżeczką, gdy głodni staramy się podzielić ciasto po równo, znowu ogarniamy nowe misje i planujemy tripy, które mamy zamiar przeżyć. pozwalam im by na stałe wpisali się w mój mały świat, by uzależnili mnie od siebie i stali się tak bliscy sercu. poświęcam im każdą wolną minutę, nie patrząc na konsekwencję.
|
|
 |
Przyjdź dziś. Wiem, że zawiodłem Cię tak wiele razy, a zaufanie, które tak mocno zachwiałem odbudowywać będziemy miesiącami, a może nawet latami, ale proszę przyjdź. Usiądź obok mnie i zamknij moją dłoń w swojej dłoni. Spójrz mi w oczy tak jak tylko Ty potrafiłaś patrzeć, zobacz w nich miłość i wstyd jaki czuję wewnątrz. Połóż się obok mnie, pozwól mi choć raz zaciągnąć się zapachem burzy loków opadających na Twoje obojczyki. Uśmiechem daj wiarę, że jeszcze nie wszystko straconę, a nadzieja, którą się karmię każdego dnia nie jest złudna. Pozwól mi opuszkami palców wyznaczać nowe szlaki na Twoim ciele, muskać ustami Twoje wargi i rozpalić serce, które zaczęło chować się pod lekką warstwą lodu. Napij się ze mną herbaty, usiądź ze mną pod kocem, obejrzyjmy jakiś film, połóżmy się na podłodze, ścianie czy nawet suficie. Róbmy cokolwiek, tylko przyjdź. Przyjdź,bym czuł, że nie wszystko stracone, że Twoje serce wciąż mogę trzymać w dłoniach i chwalić się światu,że jest moim wszystkim./mr.lon
|
|
 |
Nikt nie wmówi mi,że aby osiągnąć sukces i spełnienie wciąż trzeba dążyć do celów,jakie postawimy sobie jako małe dzieciaki,że powinniśmy upodabniać się do innych,bo tylko w taki sposób uda nam się zdobyć szacunek i akceptację,że powinniśmy zmieniać swoje obyczaje i przyzwyczajenia,by nie popaść w rutynę i monotonię.Moim niebem jest ona,dziewczyna,która zawsze,niezależnie od sytuacji poda mi swoją dłoń,kiedy zacznę spadać w dół,wyciągnie mnie z największego bagna i to nie dlatego,że się zmieniam,ale właśnie dlatego,że wciąż jestem tym samym,niepoukładanym kolesiem.Wiem,że jest skromna,lubi prywatność,a jej największą zaletą jest indywidualność.Lubi robić zakupy w warzywniaku za rogiem twierdząc,że tam są najlepsze jabłka pod słońcem.Często udaje smutną tylko po to,by mnie skruszyć i sprawić bym zrobił to czego ode mnie oczekuje.Stałem się narkomanem,a ona narkotykiem,który daje mi spełnienie.Nie przestanę jej ćpać,bo kto normalny odpuściłby takie szczęście pod Jej postacią?/mr.lonely
|
|
 |
chuj ci w dupe i na imię .
|
|
|
|