 |
|
Lubię, gdy mnie ranisz,
lubię, gdy mi tak cudownie smutno.
|
|
 |
|
i słysze tylko uderzenia moich łez o podłogę. choć nic nie zrobiłam, niczym nie zawiniłam, dostałam w zamian krzyk, 'nie mam czasu' i łzy.i znów schemat się powtarza, znowu cierpię. pieprzona miłość./emilsoon
|
|
 |
|
-ej chciałabym, żebyś był moim bratem. zawsze bym przychodziła, siadała Ci na kolana i się do Ciebie przytulała. - i tak łapałbym Cię za dupę./emilsoon
|
|
 |
|
Możesz zmienić niebo, które masz nad sobą, ale duszy w sobie nie.
|
|
 |
|
zrób jeden krok podejmij decyzje
i przestań w końcu ku*wa wybierać.
|
|
 |
|
nie oczekuję gwiazdki z nieba, ani żadnych cudów. po prostu potrzebuję kogoś, kto zawsze potrafiłby rozróżnic, kiedy jestem silna, a kiedy udaję i w porę otrzec pierwszą łzę oraz powstrzymac drugą.
|
|
 |
|
Pragnęła, by był. Teraz. Jutro. Zawsze.
|
|
 |
|
Świat jest taki sam tylko ludzie tracą wartości.
|
|
 |
|
Sam, często chce być sam, już czasem mnie to niszczy, Ale samotność mam we krwi jak erytrocyty
|
|
 |
|
Masz cały czas szczęście lub to szczęście masz w częściach.
|
|
 |
|
[1] Czarny pomnik, na jego brzegu biała figurka aniołka, parę wyrytych słów, data i zdjęcie sprzed roku. Staliśmy tak trójką nad Jej grobem, słowa ogarnęła cisza, milczeliśmy. Oprócz różnorodnych kwiatów i kolorowych zniczy, mój wzrok przykuło tamto zdjęcie, znam je na pamięć, każdą rysę jej twarzy na nim czy naturalność uśmiechu. Tym razem, wydawało mi się inne, tak jakby naprawdę patrzyła na nas, jakby naprawdę to do nas się uśmiechała. Przez moją głowę przebijały się między sobą myśli, zapisane w pamięci wspomnienia, widziałam w nich Ją. Był początek zimy, siedziała przy kominku ogrzewając dłonie, jak zawsze uśmiechnięta. Opowiadała o tym, jak strasznie czuje się szczęśliwa. Wspominała o bólu, o niejednej chwili słabości jaką przeżyła, ale jedyne co chciała wtedy zrobić, to coś mi uświadomić. Zrobiła to.
|
|
 |
|
[2] Przekazała mi jakby wyrywki ze swojego scenariusza, uświadamiając, że nieważne jak bardzo będzie źle, że nieważne czy upadnę naprawdę nisko, ważne, żebym w sercu zawsze miała wiarę. Wiarę w to, że warto, że choćby sama, to przełamię największą z przeszkód, ze dam radę. Pamiętam wtedy Jej oczy, naprawdę emanowały szczęściem. Byliśmy pewni, że tak jest i tak było, dopóki z Jej oczu nie uciekły te iskry, dopóki nie zamknęła powiek. Obdarowywała ciepłem, wzorem swojego uśmiechu, tak w istocie umierając od środka. Nigdy nie chciała, żeby ktokolwiek z nas zapamiętał ją zimną jak lód, powoli odchodzącą. Nie pozwoliła nam na to, odchodząc wtedy, gdy byliśmy pewni, że już nic złego się nie stanie. Sama zabrała nam siebie, w krótkim liście pisząc, że w ten sposób, ani Ona ani żadne z nas, nie będzie cierpieć, że tak będzie lepiej. / Endoftime.
|
|
|
|