 |
|
dzisiaj wiem jak to boli jak od środka serce pęka.
|
|
 |
|
" Słyszę dźwięk przychodzącego smsa. Patrzę na telefon z nadzieją, że to Ty, ale nieee..! Wygrałam kolejne Audi ! " ..
|
|
 |
|
Fejs i cytaty WM. Może i woli kobiety z dużymi piersiami, ale wyraźnie większą słabość ma do długonogich. Takich, jak ja. Ale mną się nie będzie bawił. Najwyżej ja nim..
|
|
 |
|
" Podobno jak się nie ma co się lubi ,to się ma co się nie lubi... " ..
|
|
 |
|
--Masz piwo. -Już w głowie mi się kręci. --To dobrze, pij. -Nie chce rzygać, to jest obrzydliwe. --Mnie też to obrzydza, ale piję. Ja ~tam~ znam luuudzi. Wszyscy są taaacy. -A ja jestem taka. --Nie, stamtąd wszyscy są taaacy. Pij. -Niee. --Nie myśl o jutrze. Dziś to dziś. Zobaczysz co będzie juutrooo..
|
|
 |
|
jeszcze minutkę tylko. zaraz już na serio wstanę z krzesła. poważnie - pójdę do łazienki. doczłapię się jakoś. nie, nie zasnę pod drzwiami, ani pod prysznicem. trafię do łóżka. pomodlę się o możliwie jak najmniej siniaków. dobra, chuj - nie dam rady. zostaję tu, pośpię z głową na biurku. nie mówię, średnio słyszę, wszystko boli. pogo morderca
|
|
 |
|
pozmieniało się dookoła, ale nie na lepsze. Jest źle, kurwać mać w chuj źle. Czemu człowiek docenia wszystko dopiero wtedy jak to straci? czemu nie można później ponaprawiać tego wszystkiego? Czemu to wszystko jest tak skomplikowane?
|
|
 |
|
któregoś dnia ze złości zaczęła palić, tak zostało jej do dziś.
|
|
 |
|
odkręciłam się w stronę znajomych, by dokończyć zaczętą rozmowę, kiedy panowie chwilowo zniknęli. - no także... - zaczęłam. jego ręce powoli oplatające moją talię. - rozpraszasz mnie, wiesz? - zagadnęłam do niego, próbując dwukrotnie dokończyć poprzednią rozmowę: za pierwszym razem gryzienie płatka ucha, za drugim całowanie szyi. spróbowałam wypleść się z jego ramion, by na spokojnie skleić jakieś zdanie, lecz uścisk był zbyt mocny. - dokończysz nam może przy okazji, jak on się opamięta. albo wyjedzie, o idealnie. - rzuciła znajoma, a on podniósł na nią wzrok. przyciągnął mnie do siebie gwałtowniej. - do cholery, ja Cię tu nie zostawię. - wymamrotał do mojego ucha.
|
|
 |
|
dają nam te marne pięć minut na tydzień, podczas których prosi mnie bym opowiadała co u mnie, możliwie z jak największą ilością szczegółów. gdy mówię o urazach, wydaje zmartwione westchnienie i nakazuje mi uważać na siebie bardziej, całkiem poważny. ze śmiechem przestrzega mnie przed alkoholem, przypominając, że jest kilkaset kilometrów stąd i nie ochroni mnie przed wpadnięciem do ogniska, zsunięciem się z ławki czy znalezieniem w rzece. zamykając oczy, wyobrażam sobie go, tam po drugiej stronie i jego usta wypuszczające słowa: "ja Cię znam, kotek, wiem, że chcesz, ale kurde, nie zdradzaj mnie tam z żadnym murzynem, nie zgadzam się". okolice mostka płoną, a on zaczyna się żegnać, tłumacząc, że i tak nagiął kilka minut. już mam nacisnąć czerwoną słuchawkę, kiedy zagaduje ponownie: "tęsknię". "też tęsknię". "i kocham Cię". "kocham Cię, pa", a ostatnie usłyszane szmery dają mi wyobrazić sobie jak się uśmiecha.
|
|
|
|