 |
|
nie rozumiesz, prawda? nadal nie wierzysz, że On potrafi kochać. wciąż nie ufasz, kiedy ktoś mówi, że tam w głębi, ma serce. niektóre rany się nie goją. pokrywają się delikatnym strupem, który i tak mimowolnie zdrapujemy wspomnieniami. odbudowanie zaufania, miłości, życia to długi proces. przebieg właściwie - nie kończący się. ból jest zawsze. nigdy nie wybaczamy do końca.
|
|
 |
|
drogie ferie, chciałabym oznajmić wam, że jeśli nie przestaniecie tak zapierdalać, macie niezły wpierdol.
|
|
 |
|
nie kochał mnie w stereotypowy sposób, który wszyscy zakładają z góry. miał swoją własną, wyimaginowaną technikę, którą kierował się w okazywaniu uczuć. nigdy nie dawał się na tacy. kazał się odkrywać. jego serce odkąd pamiętam strasznie się bało, chowając za wysokim murem duszy i nie lada wyzwaniem było przekonanie go, że tak, jest się właśnie tą osobą, godną miłości. ale w końcu udało mi się: oddał mi siebie doszczętnie. a ja zawiodłam.
|
|
 |
|
Kocham pożądanie w Twoich oczach, gdy widzę, że powstrzymujesz od rzucenia się na mnie.
|
|
 |
|
Boli mnie fakt, że kojarzysz sobie sobotnią imprezę z daniem dupy obcemu kolesiowi. Ale szczerze? Mam na to wyjebane. Słyszysz? Jedź sobie na tą imprezę. Nie będę Cię zatrzymywał. Tylko proszę, dla tych, którzy nie mają przy sobie gumki ogranicz się do zrobienia loda. Tak dla Twojego dobra. I dobra Twojego wizerunku w oczach swoich rodziców. Nie chciałbym widzieć ich miny po Twojej odpowiedzi 'nie wiem' na pytanie 'z kim to dziecko?'.
|
|
 |
|
Krzyczałam do utraty głosu.Chciałam zrobić wszystko, a może nawet więcej.Ale nie udało mi się nie zrobiłam nic. Stałam w milczeniu, ze łzami w oczach, drżącymi rękoma i zdławionym głosem.Byłam wściekła, czułam złość na całym moim ciele. Ale w tym samym czasie byłam zmęczona, walką. Mam dość walki.Nie mam siły. Zrezygnowałam.
|
|
 |
|
łapałam łapczywie oddech próbując uspokoić emocje. patrzył na mnie tym przeszklonym od łez spojrzeniem, błagając o przebaczenie. kręciłam rytmicznie głową w geście zaprzeczenia. nie odpuszczał. złapał mnie za rękę, próbując chwilę później przytulić. odsunęłam się szybko. - przestań. - syknęłam, mierząc go wściekłym spojrzeniem. - spieprzyłem to wszystko do cna, wiem. proszę jedynie o nadzieję, a obiecuję, że odbuduję to co było między nami. - szepnął z trudem, zbliżając się do mnie. wybuchnęłam płaczem, co uniemożliwiło mi mówienie. korzystając z chwili, kiedy złożyłam moją broń, wziął mnie w ramiona, zamykając w stalowym uścisku. oparłam głowę na jego piersi, uderzając go pięścią w ramię kilka razy. - nie chcę Cię kochać. nie chcę. nie chcę... - monologowałam. zatopił dłoń w moich włosach, i odsunął moją twarz od swojego ciała, wymuszając spojrzenie na niego. - nie potrafię bez Ciebie żyć. - wyznał, całując mnie następnie w czoło. - nie potrafię. - powtórzył znacznie ciszej.
|
|
 |
|
Kupiłam w kwiaciarni skromną ilość kwiatów bowiem tylko jedną różę, wyciągnęłam Twoje zdjęcie jedyne jakie miałam, pozostawione właśnie na tę okoliczność. Oświeciłam małą lampkę usiadłam na dywanie położyłam na nim zdjęcie i różę, włączyłam smętną piosenkę i pożegnałam Ciebie najprościej jak się dało. Z ogromną ilością wylanych łez i mimo wszystko wewnętrznym bólem. Pożegnałam Cię w taki sposób jak żegnani są ludzie w moim pieprzonym świecie.
|
|
 |
|
mój przyśpieszony puls i zdezorientowanie tym razem nie są z Twojego powodu. zdziwiony?
|
|
 |
|
nie musisz mnie rozumieć. nie musisz nadawać na tych samych falach. nie musisz lubić tych samych sosów do pizzy, co ja. nie musisz uśmiechać się w sposób, jaki sobie wymarzyłam. ale akceptuj mnie. akceptuj i kochaj, mimo wszystko.
|
|
 |
|
- to oni są razem?! jak do tego doszło? - no... zdjęła stanik. majtki również. wskoczyła mu do łóżka. i są razem.
|
|
 |
|
w sumie to bez różnicy czy odszedłeś, czy nie. w obu przypadkach nie darzyłeś mnie uczuciem, jakiego oczekiwałam.
|
|
|
|