 |
|
nie lubię patrzeć na to, jak psuje mi się kontakt z osobami na których mi zależy.
|
|
 |
|
A dziś? Brakuje mi Twojego ,,strzelania palcami'', targania moich włosów, którego tak nienawidziłam, naszego wspólnego przekomarzania się. Twoich słów, gestów... Ciebie mi brakuje.
|
|
 |
|
Kiedyś będziesz żałował, ale to przyjdzie z czasem.. Wtedy zrozumiesz ile naprawdę straciłeś, ile mogłeś mieć, ale tego nie doceniłeś.
|
|
 |
|
Naiwna . Znalazła czterolistną koniczynkę i myślała, że będzie szczęśliwa. Tak więc pobiegła do niego i powiedziała jak go bardzo kocha. On odszedł z zapłakanymi od śmiechu oczyma.
|
|
 |
|
wiesz, jak ciężko iść do przodu przed oczami mając wczoraj?
|
|
 |
|
kiedyś , ktoś powiedział mi , że życie jest niesprawiedliwe - i Wiesz co ? dziś przyznałabym mu rację . Bo jest niesprawiedliwe . Cholernie , kurwa niesprawiedliwe .
|
|
 |
|
Ale kiedy mówisz do mnie słońce traktuję to co nieco opacznie, Ty jesteś jednym a ja drugim końcem daleko nam do siebie strasznie..."
|
|
 |
|
tu gdzie nie jedna historia kończy się fatalnie, życie to nie spektakl - niema próby generalnej.
|
|
 |
|
czasem zastanawiam się dlaczego się z nią przyjaźnię. dlaczego jest dla mnie tak ważna i wie o mnie rzeczy, o których nie ma pojęcia moja własna matka. przecież w tych niezliczonych rozmowach dochodzimy do wniosku, że gdybyśmy się nie znały od dziecka z pewnością zamiast przyjaźni zaistniałaby między nami ta szczera czysta nienawiść. różnimy się chyba wszystkim czym tylko można. nawet wygląd mamy kontrastowy. ogień i woda. gdy się kłócimy mam wrażenie, że decybele przez nas wytwarzane rozpierdolą te cztery ściany, w których się znajdujemy. taka równowaga sił. uzupełniamy się. dana cecha jest jej słabością a moją siłą i na odwrót. nie powiem, że nie męczy mnie ten związek. jest cholernie trudny. pełen poświęceń, nieraz psychicznej walki i wyborów, które zaważyły na niejednym aspekcie naszego życia.
|
|
 |
|
stałam podparta o ścianę na imprezie, przyglądając się jak kumpel zarywa do panienek. 'każdy taki sam' - pomyślałam i odwróciłam się szybko. wpadłam na kogoś. - co ty tu robisz? - zapytałam wkurzona faktem, że gdziekolwiek się nie ruszę, były nagle się tam pojawia. - pilnuję cię - zagaił, uśmiechając się cwanie. - odczep się, nie pomagasz mi. - nie pomagam ci w czym? - zapytał a ja zrozumiałam co przed chwilą powiedziałam. zaczęłam przeciskać się przez tłum, niestety zdążył złapać moją rękę. - w czym? - zapytał ponownie. wyszarpałam mu rękę i zaczęłam przekrzykiwać muzykę. - niszczę moją miłość do Ciebie, to strata czasu! masz mnie gdzieś, olewasz wszystko co mnie dotyczy. spadam! szarpnął mnie ponownie, tak mocno, że wpadłam w jego umięśnione ramiona. - nie niszcz tego co piękne, zwłaszcza, że ja nie mam cię gdzieś. myślisz, że po co za Tobą chodzę? spojrzałam mu w oczy. błyszczały tak cudnie, że nie mogłam przestać ich podziwiać.
|
|
 |
|
Siedziała na szpitalnym korytarzu,ściskając dłonie tak, że kostki jej pobielały. Czuła strach, odbijał się on w okolicach serca, między żebrami. Kiedy wyszedł lekarz nie była w stanie opanować oddechu. Nie powiedział nic. Zdołał tylko pokręcić przecząco głową. Zrozumiała. Krzyk rozdzierał jej gardło, ból ranił płuca. Idąc do jego sali potykała się o własne nogi, na prostej drodze nie była w stanie utrzymać równowagi. Leżał przykryty białą kołdrą,która tak cholernie kontrastowała z jego twarzą. Przytulała go,dotykała ust, nosa, dłoni. Zabijał ją chłód jego ciała. Położyła się obok, kładąc głowę na jego klatce piersiowej. Nie spała. Wciąż miała nadzieję, że pod jej uchem rozbrzmi echo bijącego serca.
|
|
 |
|
Jeśli zwątpisz choć jeden raz, Jeśli zwątpisz choć raz, To choćbyś czołgiem zaszedł mi drogę, Powrotów nie będzie.
|
|
|
|