 |
Już mam dosyć tej postaci, już udowodniłem rolę życia, kto klepnie koniec ujęcia i będę mógł zanurzyć się w samotności, zdejmując ten jebany uśmiech?
|
|
 |
Słucham w zapętleniu muzyki dusz nieszczęsnych, chciałbym jeszcze pocierpieć. Jeszcze chwila, jeszcze jeden dzień aby coś czuć, zanim podmuch ogrzany słońcem oczyści z myśli, zanim na gałęziach kolczastych uczuć słońce zrodzi nowe życie, a blask z nad horyzontów będzie budził nadzieją nie tęsknotą. Zobaczysz mnie wpatrzonego w promienie, ręce szeroko będą chwytać zachwyt między palcami, uśmiech będzie równie prawdziwy jak ból zakopany na dnie serca, wola by iść dalej równie silna jak tęsknota kłująca z każdym krokiem, który nas rozdziela. Żegnaj.
|
|
 |
Nie ma to jak spotkać ludzi tak rozczorowanych jak ja. Pogadajmy o tym jak było dobrze, o nadziei, która wypaliła się i czasem błyśnie w naszych oczach gaszona doświadczeniem.
|
|
 |
Światło i cień, rodość i jęk, odwaga i lęk. Już trudno rozpoznać czy to noc czy dzień.
|
|
 |
Tyle smutnych ludzi, tylu błąka się po tym lesie. Jedni świecą sobie latarkami w oczy udając, że wszystko mają, inni krążą jak wilki, zdziczali od ucieczki przed bólem. Idę i jem gorzkie owoce, czasem przysiądę i posłucham, czasem rozbawię, samemu dławiąc się od goryczy, a czasem zapomnę, że to las, że jest ciemno, że owoce były trujące.
|
|
 |
Pozostawię wspomnienia razem marzanną, nie odwrócę się, nie pobiegnę, pójdę tam gdzie słońce oślepia mocniej niż uczucia
|
|
 |
żadne oczy czy uśmiechy, tylko serca chcę, co słyszy moje, co zaśpiewa tą samą melodię choć również improwizuje
|
|
 |
Gdyby nie ta ciekawość co przyniesie jutro, spaliłbym mosty, powiedział żegnaj. Ale w ciszy emocji szukam ciekawości za którą idę jak niewolnik. Uciekam od pustki w wir bólu i radości aż rozrywa serce, aż już nie pamiętam o niczym.
|
|
 |
Albo oszukuje mnie umysł albo kolejna ty. Tak świat gra mną w ping ponga kłamstw. Odbijam się od blatu złudzeń i żyje między uderzeniami prawdy, aż schwyta mnie sieć i mecz skończy się zwycięstwem zwodziciela.
|
|
|
|