 |
|
Spojrzeliśmy na siebie, szukając słów, które nie istniały.
|
|
 |
|
po całym domu unosi się zapach pieczonych ciasteczek, chłodny wieczór spędzany pod kocem w fotelu, ogrzewam dłonie kubkiem ciepłej herbaty a w głośnikach, Pezet uderza kolejny kawałek. na ekranie laptopa z ikony gadu kilkanaście wiadomości, wciąż dochodzące esemesy, a w każdym z nich życzenia, być może te od serca, bądź te przymuszone tylko okazyjnie. wszędzie, w każdym wersie przewija się słowo 'szczęście', zobacz podobno każdy życzy tego co uważa za stosowne, każdy życzy mi Ciebie. / endoftime.
|
|
 |
|
w moim sercu znów żyjesz, nadal jesteś sensem, jakby powodem tego, że nadal tu trwam, podstawą tego, że wciąż żyję. / endoftime.
|
|
 |
|
zamiast kolęd, rap. zamiast śniegu, deszcz. zamiast pierników, petitki. zamiast barszczu, cola. zamiast choinki, jedna wielka lipa. zamiast Jego - samotność. [ yezoo ]
|
|
 |
|
jesteś pusta, jak butelka po wódce.
|
|
 |
|
pewnie łudzisz się, czy On jutro wyśle Ci życzenia. o ty naiwna. [ yezoo ]
|
|
 |
|
w zajebiście szerokich dresach i z wielkim rozczochranym kokiem na głowie siedzę i zapuszczam dobry rap na laptopie. niby sprzątam pokój, a w efekcie napawam się zapachem perfum z playboya od mamy. popijam schłodzoną colę i zajadam się czekoladkami merci. czytam świąteczne kartki od przyjaciół , co chwilę wybuchając śmiechem. gdy nagle do pokoju wchodzi On. z bukietem kilkudziesięciu róż, czapką Mikołaja na głowie i swoim zajebistym uśmiechem klęka przede Mną. przeprasza za wszystko próbując przekupić Mnie swoim pociągającym uśmiechem. nie wiem kiedy i nie wiem jak, ale nasze usta znów się złączyły. chyba Mu wybaczyłam. [ yezoo ]
|
|
 |
|
'priorytet to robić swoje i grać o przyszłość, grać rap i pierdolić to co o nas myślą' Diox.
|
|
 |
|
Tak, poddałem się. Jednak ja chociaż walczyłem o nas. // pannikt
|
|
 |
|
na biurku gorąca kawa panuje nad zapachem pokoju, kilka kartek świątecznych, które przed chwilą przyniósł listonosz czekają, aż je przeczytam. choinka nieubrana prosi się o nałożenie choć kilku bombek. prezent z wigilii klasowej leży rozwalony na dywanie. pies przystrojony w jakąś czerwoną kokardę drapie mi w drzwi. na łóżku sterta ubrań z wczorajszego dnia , kilka petów w popielniczce i zużyte zapałki leżą bezczynnie, a ja wszystkim tłumaczę, że i tak nad tym panuję. [ yezoo ]
|
|
 |
|
- córka, ja nie mam do Ciebie prezentu .. - ale ja już kupiłam sobie od Ciebie do siebie. [ yezoo & tata ]
|
|
 |
|
jadę autem z mamą na zakupy, gdy na którejś z ulic dostrzegam Jego. szare baggy, szeroka bluza, czapka z daszkiem i Jego styl chodzenia. przez ułamek sekundy w Mojej głowie tysiące myśli zdołało przewinąć się przez głowę.serce zabiło szybciej, a rozum powtarzał ' tylko nie płacz ' . [ yezoo ]
|
|
|
|