 |
|
myślę, że na zewnątrz jestem nie do zniesienia. dlaczego mnie nikt nie broni? krzyczę w środku i wygrzebuję kawałki skóry z palca. przecież ja tego nie wytrzymuję. nie wiem, co się dzieje. niech do mnie mówi jedna osoba miękkim głosem, bo to jest nie do wytrzymania.
|
|
 |
|
i jak można wytrzymać tyle lat w totalnie nieudanym związku z samym sobą? jak można nie kochać siebie do tego stopnia, żeby skazywać się na bezustanne przebywanie z samym sobą, którego się nie kocha?
|
|
 |
|
jak jest, zapytał. trochę smutno.
|
|
 |
|
z poczatku probowalem sie dopasowac, ale nie potrafilem udawac i po kilku tygodniach przestalem probowac. jestem, kim jestem, i mogli mnie albo lubic albo nienawidzic. nienawidzili mnie i to kurwa jak. J. Frey
|
|
 |
|
w dzień jest jako tako, ale w nocy zaczynam o niej myśleć. to wszystko zaczyna się właśnie w nocy. mam własne kino, ale ja z tego kina nie mogę wyjść. i to są właśnie moje noce.
|
|
 |
|
a jednak miło jest myśleć, że świat umrze trochę, kiedy ja umrę.
|
|
 |
|
wszystko o tobie mi się znudziło
|
|
 |
|
tak dlugo opakowywalem sie w milczenie ze trudno mi sie rozpakowac w slowach
|
|
 |
|
siedzę i czekam, aż ktoś mnie uratuje i nienawidzę siebie za to, bo przecież nie mam kurwa pięciu lat.
|
|
 |
|
zostawiam wszystko. uczę się porzucać. studiuję okrucieństwo. stygnę. jestem zdruzgotany, jestem wypalony. wiele, bardzo wiele jest we mnie zniszczonego. ratuję, co się jeszcze nie spaliło. tych, co znam, zmuszam do wiecznego ruchu w mojej głowie. nie liczę, że ktokolwiek da mi ukojenie. jest inaczej.
|
|
 |
|
to już chyba rok, odkąd na ciebie nie patrzę.
|
|
|
|