 |
|
Siedzieliśmy sami, przykryci mrokiem późnej nocy. Zacząłeś mówić o nas, o tym co planowaliśmy, co przeżywaliśmy i czego już razem nie przeżyjemy. Nie przewidziałeś, że będziesz musiał ścierać łzy z mojego policzka. /lubiejakoddychasz.
|
|
 |
|
Niebo kruszy się na moje dłonie. Kaleczy... /lubiejakoddychasz.
|
|
 |
|
Proszę Cię. Uważaj na słowa... /lubiejakoddychasz.
|
|
 |
|
Nie umiem znieść bólu po lewej stronie klatki piersiowej. /lubiejakoddychasz.
|
|
 |
|
-Muszę odejść. -Bądź świadom tego, że jesteś świadkiem momentu, w którym ustaje puls. /lubiejakoddychasz.
|
|
 |
|
zdaj sobie w końcu sprawę z tego, że bez Ciebie moje tętno nie jest wyczuwalne. /lubiejakoddychasz.
|
|
 |
|
gdzieś między mrozem, który wywołuje dreszcze, a ciepłem wieczornej herbaty. /lubiejakoddychasz.
|
|
 |
|
dłonie drżą za każdym razem, gdy dotykam Twego zdjęcia... /lubiejakoddychasz.
|
|
 |
|
Ludzie nie zdają sobie sprawy, ile frajdy sprawia pogrążanie się w depresji.
|
|
 |
|
Apeluje do chemików, by odkryli humanitarny gaz, który będzie zabijał natychmiast i bezboleśnie. Jak najbardziej zabójczy, ale humanitarny, nie okrutny.
|
|
 |
|
koniec zabawy. odłóż mnie na miejsce.
|
|
|
|