 |
|
Proszę, znienawidź mnie. Masz przecież powody. /lubiejakoddychasz.
|
|
 |
|
spraw, bym nie bała się słów, które mówią o miłości... /lubiejakoddychasz,
|
|
 |
|
Zawsze, gdy chciało jej się płakać podnosiła wysoko głowę nie pozwalając lecieć łzom. Od tamtego dnia nigdy nie patrzy w dół... /lubiejakoddychasz.
|
|
 |
|
Jeżeli jeszcze raz się zakocham, to proszę - strzelcie mi w głowę, zrzućcie z mostu, przejedźcie autem, tylko nie pozwólcie mi kochać... /lubiejakoddychasz.
|
|
 |
|
Odwracał się, nie patrzył w moją stronę. Obiecałam sobie, że nie podejdę. Później jednak popiłam, zataczałam się wręcz. Podeszłam, przywitałam się. I rozmawiałam z nim. Jakby nic się nie stało. I nawet nie wiem, czy zauważył, że za każdym razem, kiedy od niego wstawałam miałam w oczach łzy. Nie wiem nawet, czy się przejął. Nie chcę, żeby się przejmował. Chciałabym, żeby mi napisał, że nie chce mnie znać. Byłoby łatwiej. O wiele łatwiej... /lubiejakoddychasz.
|
|
 |
|
I choćby łzy leciały mi niemiłosiernie po policzkach, choćby drżały mi dłonie, choćbyś patrzył mi w oczy i tak odpowiem, że jest w porządku. Do chuja pana, wszystko w najlepszym porządku! /lubiejakoddychasz.
|
|
 |
|
Wraz z chwilą, w której otwierają się drzwi mojego pokoju nie mogę uwierzyć, jak szybko potrafię otrzeć łzy i uśmiechnąć się, choć przecież nie mam powodu. /lubiejakoddychasz.
|
|
 |
|
Dzieje mojej głupoty wypełniłyby wiele tomów.
|
|
 |
|
maybe we will go to the candy mountain ?
|
|
 |
|
Mieli rację mówiąc: -Przecież Ona tylko się uśmiecha. Patrz na Jej oczy. Płakała dziś w nocy. /lubiejakoddychasz.
|
|
|
|