 |
|
zapamiętaj to jak dobra i zła ręka
jedna kogoś ratuje, druga naciska na spust
|
|
 |
|
nocny pasażer, o którym nikt nic nie wie
poza zasięgiem wzroku, tam gdzie żyją cienie.
nieraz krew mnie zaleje, on się pojawia
trupy wrogów jak worki piasku już leżą na wałach
|
|
 |
|
Na najwyższym z pięter piętrze
pełnym pajęczyn, czasu, strychu
jest pewne sekretne, wilgotne miejsce
trzymam tam swój gniew zawekowany w słoiku
|
|
 |
|
to słodka tajemnica mojego istnienia
niebezpieczna dla mnie i dla otoczenia
|
|
 |
|
się nie nakręcam już więcej nie rozkminiam, bo prawdziwe uczucie co by się nie działo nie przemija
|
|
 |
|
Chcesz to zajrzyj głęboko na dno mego serca zobaczysz tamtych ludzi i te miejsca / Sobota
|
|
 |
|
Niby to samo dzień w dzień i nic się nie zmienia ci sami ludzie ta sama pod nogami ziemia / Sobota
|
|
 |
|
Samotność to taka straszna kara dla każdego, kto sprzedał ziomka swego / Sobota
|
|
 |
|
Hip-Hopowa choroba, od niej kiwa się głowa / Sobota
|
|
 |
|
Samotność to taka straszna trwoga,
Nie dotyczy to tych, co noszą w sercu Boga / Sobota
|
|
 |
|
taa, przyjaciele, w Mikołaja też wierzyłam
|
|
 |
|
zamulanie jest jak wena, nie wiesz kiedy ciebie dorwie
|
|
|
|