 |
|
w poprzednim roku ubierając razem choinkę, zaplątaliśmy się w sznur cudownych światełek, śmiejąc się do rozpuku. w tym roku, najchętniej bym się na nich powiesiła. tak bardzo mi Cię brak.
|
|
 |
|
wypiszę własną krwią Twoje imię na śniegu. może wtedy zobaczysz, jak cierpię przez Twoją obojętność.
|
|
 |
|
nie jesteś najprzystojniejszym piłkarzem na świecie, wampirem ani wilkołakiem. nie potrafisz zrobić trików z piłką, na które lecą dziewczyny, nie posiadasz nawet magicznych mocy i Twoja skóra nie mieni się, kiedy wyjdziesz na słońce. mimo to pokochałam Cię najmocniej jak tylko potrafiłam, miłością jedyną i szczerą. wolę prawdziwą miłość do nieidealnego mężczyzny, od tej platonicznej do bożyszcza rozwrzeszczanych nastolatek.
|
|
 |
|
leżałam w łóżku, trzymałam na kolanach laptopa i od czasu do czasu brałam łyk gorącej herbaty która stała zaraz koło łóżka na stoliku. obok niej leżał też telefon, który od piątku milczał. żadnej wiadomości od Niego, żadnego połączenia. nie widzieliśmy się cztery dni i tęskniłam za nim jak cholera. chciałam jak najszybciej wyzdrowieć i wrócić do szkoły. nagle usłyszałam dzwonek do drzwi i kroki które stawia mama w ich kierunku. usłyszałam tylko 'tak, jest na górze' i otworzyły się drzwi do mojego pokoju a w nich? On wszedł, popatrzył się na mnie po czym powiedział 'kochanie, jak ty wyglądasz' zaśmialam się, rzuciłam w nim poduszką po czym odpowiedziałam 'miły jesteś' uśmiechnął się, wziął mnie za rękę i wyszeptał 'wyglądasz bosko skarbie nawet kiedy lezysz w łóżku wykończona przez chorobę' kocham Go za to że zawsze ejst przy mnie i umie doprowadzić mnie do śmiechu. / kashiya
|
|
 |
|
zakochałam się w nim. nie wiem jak to możliwe, ale w ciągu jednej rozmowy stał się dla mnie kimś więcej niż tylko kumplem. / kashiya
|
|
 |
|
utratę miłości swojego życia można porównać do zdmuchniętej świeczki, którą trzymasz w dłoni, idąc w środku nocy nieoświetloną ulicą – gaśnie nadzieja, wkoło jedynie pustka, a Twoje serce wybija szybki, nerwowy rytm pełen tęsknoty za ciepłymi ramionami mężczyzny, którego bezgranicznie kochasz.
|
|
 |
|
byłam gotowa zanieść Ci na opuszkach moich palców każdy płatek śniegu z osobna. chyba nie lubiłeś wtedy zimy.
|
|
 |
|
spoglądasz w lustro. widzisz przekrwione, podkrążone oczy, czarne smugi na policzkach od tuszu do rzęs, popękane usta i roztrzepane włosy. efekty uboczne nieodwzajemnionej miłości.
|
|
 |
|
wiesz jakie to uczucie kiedy idzie przed tobą człowiek za którego oddałabyś wszysto, a ty spuszczasz głowę w dół żeby tylko nie spojrzeć w jego oczy, żeby tylko nie poleciały Ci łzy po policzkach. albo kiedy widzisz jego imie i przy nim słoneczko jako status 'dostępny' i szybko dajesz się na niedostępną żeby tylko Ci nie strzeliło coś do głowy i napisać do niego. kiedy idzie szkolnym korytarzem z inną laską obok, jak Ci serce ściska i robisz się czerwona ze złości. wiesz? jak nie to się ciesz, jak wiesz to masz nad czym płakać. / kashiya
|
|
 |
|
14:14, on czy nie on? / kashiya
|
|
 |
|
z pustką w oczach wymazałam Twoje imię, napisane kilkadziesiąt razy na końcu zeszytu od biologii. teraz pracuję nad sercem.
|
|
 |
|
odchodzisz, bez żadnego powodu. w rozpaczy wypijam litry czerwonego wina i wypalam kilkanaście paczek ulubionych, cienkich papierosów, co chwilę dławiąc się łzami. i kiedy wydaje mi się, że świat się właśnie zakończył, pukasz do drzwi. otwieram, przesiąknięta dymem nikotynowym i odurzona alkoholem. z szarmanckim uśmiechem na twarzy kierujesz swoje cudowne spojrzenie na mnie. w moich oczach rozbłyska nadzieja. zbliżasz swoje usta do moich, nie przestając hipnotyzować wzrokiem. jak w jakimś chorym transie, jestem skłonna uwierzyć, że wracasz, że wszystko zaczniemy od nowa. wtedy słyszę ironiczne ‘zapomniałem notesu, kotku’. nadzieja gaśnie.
|
|
|
|