Gdy na wewnętrznej stronie powiek przed snem wyświetlasz obrazy, to nie ze mną tańczysz walca, choć ze mną pod kołdrą stykasz się udami. Gdy raz na dwa miesiące beznamiętnie się kochamy, moje włosy innego koloru, moje oczy nie niebieskie. Gdy przyłapuję cię niechcący w środku nocy na mówieniu – nie, to nie jest moje imię – ani pierwsze, ani drugie. Wiem, że gdy planujesz przyszłość niedaleką i tę dalszą, musisz wspiąć się na wyżyny wyobraźni, by mnie gdzieś umieścić. Czy możemy to nazwać końcem?
|