Pożarłam się wczoraj, a w zasadzie to dzisiaj tuż po szóstej rano z Damianem. Poszło o bzdety, nieistotne. Ale mój cholerny upór i duma nie pozwoliła mi iść z Nim do domu i zapierdzielałam ponad dziesięć kilometrów do domu. Za mną szło dwóch jego kumpli i On. Nie odzywałam się do nich przez większość drogi. Nie ogarniam myślenia Damiana. :p // n_e
|