 |
|
Tak wiele rożnych myśli namnożyło się w mojej głowie, już nie potrafiłam wytrzymać tego natłoku. Wystukałam kilka słów i z wielkim strachem wysłałam do niego. Och, tak bardzo bałam się odpowiedzi, nawet przez chwilę żałowałam swojej decyzji. Jednak zaczęliśmy rozmowę, najpierw niby o niczym konkretnym, ale wreszcie temat przeszedł na nasze uczucia. Przez moment czułam się jak kiedyś, gdy wieczorne rozmowy były codziennością, a jego osoba była nieodłącznym elementem mojego życia. Mówiłam mu jak źle mi bez niego, jak cierpiałam i marnowałam swoje życie. Kiedy po tym wszystkim napisał mi, że moje słowa spowodowały, że czuje jakby ktoś rozrywał mu serce, zrozumiałam, że on ma w sobie jakieś uczucia, ale najwyraźniej skrzętnie chował je przed całym światem. I ja wiem, że on nigdy nie chciał mnie zranić, to po prostu świat nie dał nam żadnej szansy na szczęście i życie we dwoje. / napisana
|
|
 |
|
"Puste noce, gdy kładziesz się w ciszy i przez długi czas nie zamykasz oczu."
|
|
 |
|
Dziś tak bardzo trudno mi uwierzyć, że każdy koniec jest początkiem czegoś nowego.
|
|
 |
|
"Potrzebuję czuć, że jesteś."
|
|
 |
|
Odejdź nim samą siebie znienawidzę za każdy dzień który dałeś mi.
|
|
 |
|
Idzie jesień, wszystkim jakoś gasną oczy.
|
|
 |
|
cz.2 Coraz częściej czuję, jakby moje uczucia do Niego, przytłaczały Go, a moja osoba tylko mu to życie utrudniała. Naprawdę staram się żyć, łapać te ulotne chwile, ale nie potrafię jeszcze całkiem pozbierać się z tego co się wydarzyło. Często wracam myślami do tego co było i zastanawiam się, gdzie podziała się Jego miłość do mnie i czy cokolwiek w Jego sercu jeszcze dla mnie zostało? Tak, to smutne, że sama potrafię już sobie odpowiedzieć na to pytanie i jedyną odpowiedzią jaka mi się nasuwa jest tak bolesna dla mojego serca.
|
|
 |
|
cz.1 To smutne, że wszystko się kiedyś kończy. Przykro patrzeć jak gdzieś znika to co stanowiło wartość i sens życia. Patrzę na Nas i widzę dwoje ludzi, wydawałoby się, że nic się nie zmieniło, bo przecież oboje ciągle żyjemy, a jednak zwracając twarz ku przeszłości mogę rzec, że wszystko się zmieniło. Dziś jesteśmy,ale już nie istniejemy dla siebie.Coraz częściej mijamy się w tłumie jak dwoje obcych sobie ludzi.Coraz rzadziej odzywamy się do siebie.Tak bardzo chciałam zatrzymać jakąś cząstkę tego, co między nami było, że nie zauważyłam, że nie ma już czego ratować. Ciągle jednak trudno mi pojąć fakt, że to już naprawdę koniec, że nasza historia nie będzie trwać wiecznie. Nadal trudno mi pogodzić się z tym, że był, chronił ramieniem,otulał słowem,uśmiechem,a dziś nie mam prawa do żadnego z tych gestów. Trudno mi Go mijać i zachowywać się tak jakby nic nigdy między nami nie było. Trudno mi spoglądać w Jego oczy, które dawniej wydawały się pełne uczucia, a dziś widać w nich tylko pustkę.
|
|
 |
|
To jest takie beznadziejne przeświadczenie, że moje życie stoi w miejscu, a jeżeli już z wielkim trudem zrobię jakiś krok to dążę donikąd. Przeszłość uwiązała mnie skutecznie, a ja tak nie chcę. Już po prostu nie chcę marnować kolejnych miesięcy, nie chcę oddalać się od znajomych. To jest okropne, bo już sama widzę tą negatywną zmianę i ona tak cholernie mi przeszkadza. Mam dosyć samej siebie i tego, że tak bardzo sobie z tym wszystkim nie radzę. Boże, nie wiem dlaczego mi na to pozwoliłeś. Nie wiem czy właśnie tego chciałeś, abym znalazła się na dnie i sama, krok po kroku próbowała stamtąd się wydostać. A to boli, bo wiem, że nie tak ma wyglądać życie dziewczyny w moim wieku. Nie powinnam siedzieć i płakać, dumać i analizować, tęsknić i cierpieć. A wszystko to robię i pozbawiam się szansy na fajne wspomnienia, które kiedyś powinnam opowiadać swoim dzieciom, a tak to co im powiem? Chyba nie to jak bardzo cierpiałam i tkwiłam w jednym punkcie. / napisana
|
|
 |
|
Wiesz, poznałam kiedyś pewnego pana. Wysoki, przystojny, brunet, brązowe oczy. Niesłychanie miły, inteligentny, oczytany i bardzo zabawy. No pomyślałam, ideał mi się trafił! Niezmiernie szybko pozwoliłam sobie go pokochać, bo widziałam w jego oczach coś czego żadne inne oczy nie miały. Kusił, oj kusił mnie swoją osobowością, a ja naiwna uległam, tak bardzo nieodporna na tego typu choroby. Pan ciągle był miły, ale coraz bardziej zagadkowy i skryty, a ja brnęłam głębiej i dalej, bo miałam takie niepodarte przeczucie, że to my stworzymy tą idealną jedność. I powiem Ci coś kochana po cichu, kobieca intuicja jednak czasem zawodzi, bo rzeczony pan wcale nie miał na myśli wielkich miłości, a ja zostałam z dziurą w sercu i tymi znienawidzonymi łzami, które tak długo mnie męczą. Miły pan w końcu odszedł bez słowa, a ja ciągle jeszcze się leczę i wyganiam tą upartą tęsknotę, bo wiesz, muszę Ci się przyznać, że ten pan to jedyny mężczyzna po którym nie potrafię się pozbierać. / napisana
|
|
|
|