 |
|
tracę Ciebie z oczu, Twój obraz się rozmywa, dziś nie jestem sam - proszę za to wybacz
|
|
 |
|
co drugi to pizda, która może mi naskoczyć, zakompleksione cioty wciąż boli was zły dotyk
|
|
 |
|
kochaj mnie, szanuj i pomagaj, mam nadzieję chyba, że zbyt wiele nie wymagam
|
|
 |
|
co kiedyś było niemożliwe, dzisiaj nie istnieje
|
|
 |
|
na zewnątrz anioł, a w środku wróg wbiłby nóż w plecy gdyby mógł
|
|
 |
|
chcesz mi zaszkodzić chcesz mnie pogrążyć, słodkie uśmiechy tego nie kupię, chcesz mojej zguby - po moim trupie
|
|
 |
|
dzisiaj w jednym szeregu z tymi których szanuje robię swoje i wbijam lachę w to co tam knujesz
|
|
 |
|
nie dam po sobie poznać, żalu, goryczy, gniewu, nie chce więcej zaliczać się do twoich kolegów
|
|
 |
|
jeśli Tobie się poszczęści, zadzwoń, znam to uczucie tylko z opowieści
|
|
 |
|
nie mam w sobie cech, które pozwalają być wzorem, mogą nieść w górę, nie mam z tym problemu w ogóle bo u podobnych do mnie mam szacunek
|
|
 |
|
nie pragnę zrozumienia, nie mam go dla tych, którzy nie mają go dla mnie, zrozum teraz nie próbuj szukać we mnie dla siebie przykładu, możesz znać moje słowa i nie znaleźć w nich składu
|
|
 |
|
póki co wciąż się uczę, ogarniam człowieczeństwo choć czasami najpiękniejsza prawda to szaleństwo
|
|
|
|