 |
|
stoisz na tym pieprzonym balkonie o 4 nad ranem, znudzona kotłowaniem się w łóżku i niemocą spłodzoną przez niemożność zaśnięcia. w ustach papieros, poruszając tylko zębami kiepujesz za barierkę. dłonie, drżące, zmarznięte w kieszeniach Twojej bluzy. wszystko jest przerażająco szare, a cisza o tej porze porównywalna do tej w horrorze, kiedy morderca poluje na swoją ofiarę. stoisz, marzniesz i powstrzymujesz się od rutynowego płaczu mając świadomość, że zamiast łez z Twoich kanalików wydostałyby się, szklące sopelki zważając na temperaturę i stan emocjonalny Twojego serca, w którym musisz zamykać drzwi zważywszy na przeciąg i panującą w nim pustkę.
|
|
 |
|
kocham Go, jestem z Nim, choć jest trudny.
|
|
 |
|
Każdy by chciał wszystko naraz zamiast starać się o trochę.
|
|
 |
|
rozpaloną świadomością, można zmienić wszystko
|
|
 |
|
bujam całym klubem, na tych ciężkich bitach
|
|
 |
|
nie mam schizofrenii, a często słyszę głosy,
zbyt wiele kłamstw, zmarnowanych szans, dosyć
|
|
 |
|
sny są piękne, ale życia przecież nie utkasz ze snu
|
|
 |
|
jeden dzień zmienił cale Twoje życie
i ta świadomość, że możesz mnie nigdy nie usłyszeć
|
|
 |
|
przecież tego właśnei chciałam, chciałam spokoju, chwil tylko dla siebie, myśli tylko o sobie, zupełnie tak jak dawniej..
|
|
 |
|
jesteś znów sobą, jesteś bezpieczna, nikt Cie już nie zrani, nikomu na to nie pozwolisz, obiecaj mi
|
|
 |
|
Gdzie jest moje miejsce? Wariuję w samotności, umieram w miłości
|
|
|
|