 |
|
Będę podsycać w niej zazdrość, żeby na przyszłość potrafiła sobie radzić z tym uczuciem. Przyjmę jej bezwarunkową miłość. Kiedy w przyszłości znów się zakocha, będzie wiedziała na co się naraża.
|
|
 |
|
Świetowy Dzień Pocałunku - z tej okazji życzę wszystkim, którzy mnie irytują żeby cmoknęli mnie w tyłek
|
|
 |
|
taki jest świat, pełen wad, mniej zysków, więcej strat, ciągle upływa nam lat, ciągle przybywa szmat, ciągle brakuje map do szczęścia, do idealnego życia, ciągle zdobywamy rany do nie do zszycia. ociekamy bólem, otacza nas bardziej niż powietrze, w każdym centymetrze ciała znajdziesz blizny, człowiek staję się zimny, ukrywamy uczucia, nie mamy współczucia, mamy tylko złe przeczucia, wiem jedno nie chcę tu być, w ciągłym strachu żyć, w skurwysyństwie zgnić.
|
|
 |
|
a ty masz zazdrościć mi, a nie kochać mnie
|
|
 |
|
jeśli dni te trafił szlag , nie martw się - nie wrócą.
|
|
 |
|
-taka ładna a tak przeklina! - aa spierdalaj. grincher
|
|
 |
|
zachowywanie sie, jak kutas nie sprawi, że Twój Ci urośnie:*
|
|
 |
|
siedząc na ogromnym moście z nogami spuszczonymi w dół, mając pod sobą pędzące samochody, palę szluga i myślę, co teraz robisz. grincher
|
|
 |
|
czuje, ze chciałabym Cię znów przytulić, czuję, że napiłabym się z Tobą wódki, po czym pijana zasnęła w Twoich ramionach. grincher
|
|
 |
|
spacerniak z ziomkami, dzień jak codzień. kilka piw w torebce, paczka szlugów, wszystko co kocham. i oni. moje przybrane rodzeństwo podnosiło mnie na duchu. dochodziliśmy do naszej miejscówy. od jakiegoś czasu tam nie przychodził. siostra, która szła z przodu wysłała mi esemesa - 'siedzi tam ze swoją dziunią.' zatrzymałam się, pierdoliłam tusz do rzęs. -jesteś silna? - zapytał mnie brat. -oczywiście, a przynajmniej się staram. -to chodź tam i pokaż mu, jaka śliczna i mądra z Ciebie laska, podejdź, przybij mu piątkę, a ją wyśmiej. poszłam tam, z papierosem w mordzie, a z bratem za rękę. uśmiech nie schodził mi z twarzy. i te jego zdziwienie. pewnie pomyślał, że jesteśmy razem. ale chuj mnie jego opinia.
|
|
 |
|
czekałam. czekałam trzysta sześdziesiąt cztery dni i nocy. marzyłam, tęskniłam. codziennie, spotykałam Cię w snach. wyobrażałam sobie, co będzie jak ją rzucisz. nie mogłeś przecież być z nami na raz. słuchałam piosenek, które wrzucałeś na youtube. jarałam się maksymalnie. ten głos, Twój głos kołysał mnie do snu i budził rano. niestety, nie mogłeś wydostać się z tego toksycznego związku. to ona - marihuana - zniszczyła nasze serca.
|
|
|
|