 |
|
Nienawidzę Cię tatusiu – wyszeptałem i ruszyłem do pokoju, by móc zrobić sobie krzywdę. Przecież to wszystko moja wina. Moja wina, że piję i sobie z tym nie radze. Nie mogłem się ciąć. Obiecałem jej i wielu innym osobom. Ale… ale musiałem poczuć ból. Otworzyłem szafę i wyciągnąłem z niej swój najnowszy krawat. Nałożyłem go na szyję, by potem usiąść przy drzwiach. Tam dowiązałem go do klamki z jednego prostego powodu – by moja szyja było mocno ściśnięta. Nie bójcie się. Nie zabiję się. Krawat uwierał mą szyje na tyle mocno, by bolało, jednak nie na tyle, bym nie mógł oddychać. W końcu poczułem ulgę. Ból był jest i pozostanie na zawsze moim lekarstwem na wszystko. cdn3
|
|
 |
|
Wyszedłem na korytarz. Stanąłem przy balustradzie. ‘Przepraszam, że tak zareagowałem. Myślałem po prostu, że się domyślisz jak powinieneś robić to poprawnie.’ – byłem w szoku, że ojciec w ciągu kilku minut diametralnie zmienił ton swoich wypowiedzi. ‘Nie myśl, że jestem na Ciebie o to zły’ – uśmiechnął się. Nienawidziłem tego uśmiechu. Może i był on szczery, jednak wydaje mi się, że tylko z tego powodu, iż ojciec był pod wpływem alkoholu. No wiem tato, że to moja wina no. – odpowiedziałem z udawaną czułością. Odwzajemniłem uśmiech. Staliśmy chwile tak naprzeciw siebie. Zrobiło się niezręcznie, jak zawsze kiedy ‘rozmawialiśmy’. ‘No idę.’ – powiedziałem i poszedł do swojej kanciapy, gdzie oglądał telewizję i palił papierosy. Uśmiech mimowolnie spełzł z mej twarzy. Policzki w jednej chwili stały się wilgotne od łez, które nawiedziły moje oczy. cdn2
|
|
 |
|
Mogłeś powiedzieć mi, że nie pasuje Ci to, a nie od razu musisz się na mnie drzeć! – podniosłem głos na mojego ojca, kiedy on zwrócił mi dość niemiłą uwagę. Może i nie byłbym taki ordynarny w stosunku do jego osoby gdyby nie te cudownie przepite oczęta. ‘Myślałem, że sam do tego dojdziesz.’ – odpowiedział mi z pewną nutą zdenerwowania. Trzeba było mi powiedzieć o tym a nie czekać aż się domyślę, skąd mam wiedzieć jak Ci jest wygodniej to nosić! Po wypowiedzeniu tych słów zrobiłem jak chciał, byleby nie ciągnąć już tej głupiej wymiany zdań przy ludziach, którzy nas nie znali. Nie chce wiedzieć co sądzili o moich stosunkach z ojcem. Kiedy już byłem wolny udałem się jak najszybciej do swojego pokoju. Po kilku minutach słyszałem nawoływanie mojego ojca ‘Chodź tu.’ Wstałem. cdn1
|
|
 |
|
absurdem jest rozpaczanie nad brakiem miłości. najpierw kurczowo jej szukamy w każdym dostępnym miejscu a później jak ostatnie desperatki lamentujemy nad jej odejściem. generalizując zamieć w sercu, spowodowany pustką jest najrozsądniejszym rozwiązaniem.
|
|
 |
|
kiedy z Tobą rozmawiam jestem spięta jak prostytutka w kościele.
|
|
 |
|
paradoksem życia jest to, że otaczają nas ludzie dopóty, dopóki nie zaczniemy ich doceniać.
|
|
 |
|
i nie żeby mnie interesowało to, że właśnie z nią piszesz. ale nie zdziw się jak dostanie ode mnie na przerwie lecącym zeszytem prosto w tył głowy. ostrzegam bo nie chciałabym Cię niechcący uderzyć kiedy będziesz z nią konwersował. także - chodź od dzisiaj ze spuszczoną głową, misiu! nie chciałabym zrobić krzywdy mojej miłości.
|
|
 |
|
On ubiera się cieplutko, wychodzi na zewnątrz i rusza w stronę najbliższej łąki. Tam zaczyna biegać wkoło, skakać, śmiać się w głos, śpiewać piosenki o charakterze pozytywnym, robić aniołki, fikołki, turlać się po śniegu, a także krzyczeć, ile sił w płucach. Robi tak póki starcza mu sił. Tak co wieczór. Ale dlaczego? Przecież to chore tak samemu wychodzić na dwór w taką pogodę i zachowywać się jak dziecko. Może dla Ciebie i jest to chore. On jednak czerpie z tego same korzyści. Jakie niby? Tłumi ból, który rozszarpuje go od środa. Czuje się wolny. Niezależny. Ważny. Bo jak wiesz nikt się o niego nie troszczy. A w tym jego wykreowanym świecie jest tylko on. On jest dla siebie osobą, na której cholernie mu zależy. Jest taką osobą, którą w rzeczywistości chce się stać.
|
|
|
|