 |
|
postoję. popatrzę, jak wchodzisz. udam, że nie czuję, jak witasz mnie pocałunkiem po czym kierujesz się do kuchni, robisz sobie herbatę, mówisz coś, a pod wieczór znów zostawiasz mnie samą. ukryję, jak stopniowo burzysz mój rzekomo poukładany świat.
|
|
 |
|
KEVIN sam w domu !! ołł jeeeaaaa
|
|
 |
|
a życie kiedyś da Ci mocny znak, by je docenić.
|
|
 |
|
Zaciśnij pięść, likwiduj paranoje , walka ta jest grą o swoje .
|
|
 |
|
życie, które zamienia mi w bajkę. Jego uśmiech. codzienna 15.15 i 16.16. paranoja.
|
|
 |
|
kumpela poszła po piłkę do siatki, podczas kiedy ja niezdarnie poprawiałam czapkę mikołaja na głowie. podszedł i dzieliła nas już tylko odległość moich dłoni, które trzymałam na wysokości brzucha. - a ja, dostanę coś od Ciebie? - posłał mi uśmiech. - a co byś chciał? - mruknęłam zaczepnie, a zanim się zorientowałam złapał mnie za ręce ściskając lekko. - dużo. dużo bym chciał. - odparł puszczając mnie z uścisku i wracając do rozgrzewki. znów przywrócił mi mętlik w głowie, znów przyprawił o palpitację serca.
|
|
 |
|
mikołaj nie potrzebował listu, poczytał mi w myślach. stary, dzięki za Niego, ej.
|
|
 |
|
przez zaufaniem Mu powstrzymywała mnie tylko wizja popełnienia błędu. wyobrażenie o tym, że kiedy ja dam Mu swoje serce, On bezpruderyjnie je zniszczy. w tej niewinnej obawie niechcący zamknęłam miłości drzwi przed nosem. potem już jej nie było.
|
|
 |
|
po tych dwóch latach, skrupulatnie sklejana konstrukcja w końcu zaczyna przedstawiać coś sensownego. i chyba brakuje mi już tylko jednego elementu - Twojego serca.
|
|
 |
|
samotność z czasem dokucza. na początku wystarcza dobry film, cola i paczka czipsów. czekolada, spacer z psem, jakaś dobra książka. z czasem jednak jest coraz gorzej, nie pomagają zakupy z przyjaciółką, wypad do kina ze znajomymi, a nawet melanż. zaczyna brakować poczucia bezpieczeństwa, bliskości, świadomości iż jest się kochanym, ważnym. brakuje trzymania za rękę, czułego szeptania, pocałunków w czoło, długich romantycznych chwil. / 2rainbows.
|
|
 |
|
poprosiłam go o spotkanie, poszłam tam licząc na odrzucenie i zaśmianie się w twarz. czekałam w parku, nie pojawiał się długo. kiedy szłam już do wyjścia załamana złapał mnie od tyłu. - przepraszam, musiałem się siostrą zająć. - tłumaczył się zdyszany. - okej, nic się nie dzieje. - syknęłam. - to o co chodzi? - zapytał. milczałam, nie mogłam wydusić z siebie słowa. - no? - dodał. - chodzi o to , że ja tak naprawdę nadal Cię kocham, zrozumiałam że wszyscy ci kolesie byli tylko po to żeby o tobie zapomnieć, ale dłużej nie mogę tak.. zależy mi na tobie. - wyjąkałam. zaśmiał się. - no tak, rozumiem. - powiedziałam łamiącym się głosem i ominęłam go mając w zamiarze odejść. - ty nawet nie wiesz ile ja na to czekałem, czekałem żebyś to ty pierwsza mi o tym powiedziała bo sam nie mogłem się na to zebrać. - rzucił z uśmiechem po czym pocałował mnie tak jak kiedyś . / grozisz_mi_xd
|
|
 |
|
może szmato jesteś polonistką i w chuj dużo słów znasz , ale jak bym mogła chociaż raz cie zjechać , powiedzieć co o tobie myśle , to bym cie zcisneła , zrównała kurwa z ziemią i nie przydałyby ci sie te mądre słówka .
|
|
|
|