głupie teksty, śmieszne teksty, opisy gadu-gadutwój portal społecznościowy

Teksty znajomych użytkownika quiet

A gdy Ci powiem  że jestem zwykłym  szarym  nic nie znaczącym dla świata człowiekiem  a jedyne co mogę Ci dać to miłość. Zostaniesz przy mnie?   pozytywniepierdolniety

pierdolisz dodano: 28 sierpnia 2011

A gdy Ci powiem, że jestem zwykłym, szarym, nic nie znaczącym dla świata człowiekiem, a jedyne co mogę Ci dać to miłość. Zostaniesz przy mnie? / pozytywniepierdolniety

Jak tak dalej pójdzie  to nikt nie będzie wierzył w słowa 'kocham Cię'. Są one wypowiadane zbyt często  zbyt wcześnie  zbyt niepewnie  zbyt kłamliwie. Wiele osób umieszcza je wśród zwrotów zbyt często używanych. To coś na kształt półki  która wygląda mniej więcej tak: Dzień Dobry  Przepraszam  Kocham Cię  Dobranoc  Miłego dnia. Proszę  nie używaj nigdy przy mnie tego sztucznego  nieprzemyślanego 'kocham Cię'  bo z czasem przestanę wierzyć  że istnieje jeszcze ta prawdziwa miłość.  pierdolisz.

pierdolisz dodano: 28 sierpnia 2011

Jak tak dalej pójdzie, to nikt nie będzie wierzył w słowa 'kocham Cię'. Są one wypowiadane zbyt często, zbyt wcześnie, zbyt niepewnie, zbyt kłamliwie. Wiele osób umieszcza je wśród zwrotów zbyt często używanych. To coś na kształt półki, która wygląda mniej więcej tak: Dzień Dobry, Przepraszam, Kocham Cię, Dobranoc, Miłego dnia. Proszę, nie używaj nigdy przy mnie tego sztucznego, nieprzemyślanego 'kocham Cię', bo z czasem przestanę wierzyć, że istnieje jeszcze ta prawdziwa miłość. /pierdolisz.

Przyjaźń w naszym wykonaniu? Wieża  której fundamenty są trwałe i stabilne. Jak na razie  nie jest ona jakoś imponująco wysoka  bo nie tworzymy jej zbyt długo. W każdym bądź razie zaczęłyśmy ją budować w bardzo szybkim tempie  przez co wynikły drobne nieporozumienia. Każda kłótnia powoduje  że coś szwankuje. Wtedy musimy zniszczyć jakiś fragment wieży  żeby w przyszłości nie runęła. Na szczęście szybko odbudowujemy ją z powrotem. Staramy się  aby budowla nie runęła  bo później ciężko będzie ją odbudować  a jeszcze trudniej będzie  jak fundamenty zostaną naruszone. Dlatego trzeba się ogarnąć  aby wieża była jak najwyższa i jak najtrwalsza  żeby żaden huragan  powódź  inne zjawiska  a nawet najazd kosmitów nie mogły jej zniszczyć.  pierdolisz.

pierdolisz dodano: 28 sierpnia 2011

Przyjaźń w naszym wykonaniu? Wieża, której fundamenty są trwałe i stabilne. Jak na razie, nie jest ona jakoś imponująco wysoka, bo nie tworzymy jej zbyt długo. W każdym bądź razie zaczęłyśmy ją budować w bardzo szybkim tempie, przez co wynikły drobne nieporozumienia. Każda kłótnia powoduje, że coś szwankuje. Wtedy musimy zniszczyć jakiś fragment wieży, żeby w przyszłości nie runęła. Na szczęście szybko odbudowujemy ją z powrotem. Staramy się, aby budowla nie runęła, bo później ciężko będzie ją odbudować, a jeszcze trudniej będzie, jak fundamenty zostaną naruszone. Dlatego trzeba się ogarnąć, aby wieża była jak najwyższa i jak najtrwalsza, żeby żaden huragan, powódź, inne zjawiska, a nawet najazd kosmitów nie mogły jej zniszczyć. /pierdolisz.

nie liczę na nic więcej  po prostu żyj  bądź  trwaj przy mnie jak najbliżej.  pierdolisz.

pierdolisz dodano: 27 sierpnia 2011

nie liczę na nic więcej, po prostu żyj, bądź, trwaj przy mnie jak najbliżej. /pierdolisz.

Jeszcze kilka dni i zacznie się śpiewanie Słonia na religii  śmianie się z wychowawczyni i jej głupoty  ciśnięcie po nauczycielu od matmy  zbiorowe ucieczki  wchodzenie po 15 minutach lekcji z bananem na ryju  i słodkim 'przepraszam'  jedzenie paluszków na lekcji  przepychanie na korytarzach  bicie z chłopakami  wpychanie do męskich toalet  żarciki  klepanie po tyłkach  uciekanie przed zirytowanymi kumplami  zabieranie bluz  bo nam jest niby zimno  granie w berka na szkolnym boisku  uciekanie za salę na fajkę  stanie na czatach  czy nauczyciel nie idzie  rysowanie znajomym po zeszytach  pożyczanie długopisów  dzielenie się śniadaniem  żulenie kasy   wieczny zaciesz i wiele innych. W końcu to ostatnia klasa  którą trzeba wykorzystać na całego.  improwizacyjna

pierdolisz dodano: 27 sierpnia 2011

Jeszcze kilka dni i zacznie się śpiewanie Słonia na religii, śmianie się z wychowawczyni i jej głupoty, ciśnięcie po nauczycielu od matmy, zbiorowe ucieczki, wchodzenie po 15 minutach lekcji z bananem na ryju, i słodkim 'przepraszam', jedzenie paluszków na lekcji, przepychanie na korytarzach, bicie z chłopakami, wpychanie do męskich toalet, żarciki, klepanie po tyłkach, uciekanie przed zirytowanymi kumplami, zabieranie bluz, bo nam jest niby zimno, granie w berka na szkolnym boisku, uciekanie za salę na fajkę, stanie na czatach, czy nauczyciel nie idzie, rysowanie znajomym po zeszytach, pożyczanie długopisów, dzielenie się śniadaniem, żulenie kasy, wieczny zaciesz i wiele innych. W końcu to ostatnia klasa, którą trzeba wykorzystać na całego. /improwizacyjna
Autor cytatu: improwizacyjna

za kilka dni znowu zacznie się śpiewanie kawałków ich troje  leżenie na środku schodów  przynoszenie kwiatków z parapetu na ławkę  a na wkurwioną minę nauczycielki krótkie 'no co?!'  te miny  te spojrzenia  te bezcenne akcje  huk  kiedy kolejny kumpel bujając się na krześle spierdala się na podłogę. będą te klasówki z matmy  pisanie rozwiązań na gumce do ścierania i posyłanie ich kumpelom  lekcje angola kiedy cholera wie  gdzie masz długopis  czy zeszyt  a przewodnią czynnością jest rysowanie kutasów  polskie podczas których przy czytaniu biografii wychodzi  że Kościuszko urodził się w Mezopotamii  a ojciec Szekspira był 'rękawiczkiem'. źle nie będzie  nie z tymi ludźmi.

definicjamiloscii dodano: 27 sierpnia 2011

za kilka dni znowu zacznie się śpiewanie kawałków ich troje, leżenie na środku schodów, przynoszenie kwiatków z parapetu na ławkę, a na wkurwioną minę nauczycielki krótkie 'no co?!', te miny, te spojrzenia, te bezcenne akcje, huk, kiedy kolejny kumpel bujając się na krześle spierdala się na podłogę. będą te klasówki z matmy, pisanie rozwiązań na gumce do ścierania i posyłanie ich kumpelom, lekcje angola kiedy cholera wie, gdzie masz długopis, czy zeszyt, a przewodnią czynnością jest rysowanie kutasów, polskie podczas których przy czytaniu biografii wychodzi, że Kościuszko urodził się w Mezopotamii, a ojciec Szekspira był 'rękawiczkiem'. źle nie będzie, nie z tymi ludźmi.

widzisz  tęsknię za tym  jak odkładaliśmy wszystkie inne sprawy w kąt uważając je za mało ważne. jak zlewaliśmy na to  co można  czego nie  co trzeba  czego niewolno   bo mieliśmy swoje racje  swoje chwile  które spędzaliśmy po swojemu. brakuje mi tych oddechów  powolnych  które wcale nie gnały  nie wybiegały w przyszłość. brakuje mi Ciebie i odczucia  że Twoje miejsce jest wyłącznie tu  przy mnie.

definicjamiloscii dodano: 27 sierpnia 2011

widzisz, tęsknię za tym, jak odkładaliśmy wszystkie inne sprawy w kąt uważając je za mało ważne. jak zlewaliśmy na to, co można, czego nie, co trzeba, czego niewolno - bo mieliśmy swoje racje, swoje chwile, które spędzaliśmy po swojemu. brakuje mi tych oddechów, powolnych, które wcale nie gnały, nie wybiegały w przyszłość. brakuje mi Ciebie i odczucia, że Twoje miejsce jest wyłącznie tu, przy mnie.

siedzieliśmy u mnie   krople deszczu uderzały o parapet charakterystycznym stukotem  dało się już słyszeć pierwsze grzmoty. objął mnie ramieniem.   czemu to służy?   syknęłam strząchając Jego rękę.   myślałem  że...   zaczął  ale w efekcie zmieszany przygryzł tylko wargę.   nie  nie boję się. nie widzę w burzy nic strasznego  w przeciwieństwie do Twoich byłych  niech zgadnę?   wybuchnęłam z cwaniackim uśmiechem  który mimowolnie zniknął na Jego krótkie 'zaczekaj'  po czym nie wziąwszy nic ze sobą wybiegł przed dom. stanęłam w progu przyglądając się jak stoi po środku mojego trawnika  a w tle za Nim majaczą pioruny.   głupku  chodź tu.   pisnęłam chrapliwie przywołując Go do siebie gestem dłoni.   wciąż się nie boisz?   zapytał lustrując mnie spojrzeniem.   burzy się nie boję. o Ciebie cholernie.

definicjamiloscii dodano: 27 sierpnia 2011

siedzieliśmy u mnie - krople deszczu uderzały o parapet charakterystycznym stukotem, dało się już słyszeć pierwsze grzmoty. objął mnie ramieniem. - czemu to służy? - syknęłam strząchając Jego rękę. - myślałem, że... - zaczął, ale w efekcie zmieszany przygryzł tylko wargę. - nie, nie boję się. nie widzę w burzy nic strasznego, w przeciwieństwie do Twoich byłych, niech zgadnę? - wybuchnęłam z cwaniackim uśmiechem, który mimowolnie zniknął na Jego krótkie 'zaczekaj', po czym nie wziąwszy nic ze sobą wybiegł przed dom. stanęłam w progu przyglądając się jak stoi po środku mojego trawnika, a w tle za Nim majaczą pioruny. - głupku, chodź tu. - pisnęłam chrapliwie przywołując Go do siebie gestem dłoni. - wciąż się nie boisz? - zapytał lustrując mnie spojrzeniem. - burzy się nie boję. o Ciebie cholernie.

gdy tylko pojawiasz się na horyzoncie serce jak wściekłe obija się o żebra mało co nie posiadając się z radości  kolana w jednej chwili są jak z waty  a ja ukradkiem podtrzymuję się barierki  żeby zachowywać pion  nie mam przed sobą lusterka  ale doskonale wiem  że w źrenicach pojawiło się mimowolnie kilkaset iskierek  łaskocze mnie w brzuchu  a nozdrza poruszają się rytmicznie jakby prosząc o szczypkę Twojego zapachu. faktycznie  pełno podstaw do stwierdzenia  że nic nie znaczysz.

definicjamiloscii dodano: 27 sierpnia 2011

gdy tylko pojawiasz się na horyzoncie serce jak wściekłe obija się o żebra mało co nie posiadając się z radości, kolana w jednej chwili są jak z waty, a ja ukradkiem podtrzymuję się barierki, żeby zachowywać pion, nie mam przed sobą lusterka, ale doskonale wiem, że w źrenicach pojawiło się mimowolnie kilkaset iskierek, łaskocze mnie w brzuchu, a nozdrza poruszają się rytmicznie jakby prosząc o szczypkę Twojego zapachu. faktycznie, pełno podstaw do stwierdzenia, że nic nie znaczysz.

głupie   piliśmy właśnie shake'a truskawkowego na spółę  żartowaliśmy ze skupienia malującego się na twarzy sprzedawczyni za kasą  kiedy przeszył wzrokiem moje oczy.   piękne są.   stwierdził lekko unosząc kąciki ust ku górze. odwzajemniłam uśmiech  to był moment kiedy serce zaczęło pracować na zdecydowanie szybszych obrotach  specjalnie dla Niego  który zaczynał znaczyć coś ponad 'kumpel'. dużo  dużo więcej.

definicjamiloscii dodano: 27 sierpnia 2011

głupie - piliśmy właśnie shake'a truskawkowego na spółę, żartowaliśmy ze skupienia malującego się na twarzy sprzedawczyni za kasą, kiedy przeszył wzrokiem moje oczy. - piękne są. - stwierdził lekko unosząc kąciki ust ku górze. odwzajemniłam uśmiech, to był moment kiedy serce zaczęło pracować na zdecydowanie szybszych obrotach, specjalnie dla Niego, który zaczynał znaczyć coś ponad 'kumpel'. dużo, dużo więcej.

odepchnęłam Go od siebie zawijając dłonie w rękawy bluzy.   przecież taka była umowa. krótka zabawa. po wakacjach koniec. idź w swoją stronę.   bełkotałam unikając Jego spojrzenia. zagryzłam wargę  podczas Jego krótkiego milczenia  na brodę wypłynęła stożka krwi.   spójrz na mnie.   poprosił cicho.   wszystkie drogi prowadzą do Ciebie.

definicjamiloscii dodano: 27 sierpnia 2011

odepchnęłam Go od siebie zawijając dłonie w rękawy bluzy. - przecież taka była umowa. krótka zabawa. po wakacjach koniec. idź w swoją stronę. - bełkotałam unikając Jego spojrzenia. zagryzłam wargę, podczas Jego krótkiego milczenia, na brodę wypłynęła stożka krwi. - spójrz na mnie. - poprosił cicho. - wszystkie drogi prowadzą do Ciebie.

zabawiliśmy się już  tak? pobyliśmy ze sobą  setki pocałunków  ciągle objęci  wdychający do nozdrzy swój zapach. teraz idź   czas zapomnieć.

definicjamiloscii dodano: 27 sierpnia 2011

zabawiliśmy się już, tak? pobyliśmy ze sobą, setki pocałunków, ciągle objęci, wdychający do nozdrzy swój zapach. teraz idź - czas zapomnieć.

Moblo.pl
Użytkownicy
Reklama
Archiwum
Kontakt
Regulamin
Polityka Prywatności
Grupa Pino
Reklama
O Grupie Pino
Kontakt
Polecane strony
Transmisja Live
Darmowe galerie i hosting zdjęć