 |
|
Komuś uwidziało się, że będę tęsknił za szczęściem, powiesił mi marchewkę, której nie potrafię dogonić choć robię wszytko co mogę, choć jestem lepszy niż kiedykolwiek. Zrobiłem wszytko co mogę ale nie wygram z Bogiem.
|
|
 |
|
Historie zataczają koła i rozjeżdżają mnie znowu, bezlitośnie.
|
|
 |
|
Powinniśmy powiedzieć sobie żegnaj kiedy wciąż uśmiechamy się do siebie z nieskończonym spojrzeniem, zanim wypali się nadzieja i będziemy się żegnać z pustka w tych samych oczach.
|
|
 |
|
Piszesz, że się wystraszyłaś, choć nie krzyczałem, choć nie zaciskałam pieści ani zębów, choć nie powiedziałem nic niemiłego. Może wyczułaś tę burzę, nawałnice, huragan, pożogę, wicher i grzmot, błysk i moc którą utrzymałem jakoś w ciele.
|
|
 |
|
Mamy takie same myśli i uczucia, równie mocno chcemy być razem i równie mocno nie możemy. Widzimy, że nie ma sensu ale wciąż idziemy. Nie znamy dnia ani godziny ale żadne z nas nie chce spojrzeć na zegarek.
|
|
 |
|
Cisza przed burzą, ostatni promień nadziei przetoczył się dziś przez moje myśli, a potem chmury, granatowe ciężary pojawiły się z prostymi wnioskami. Nic nie mogę zrobić poza czekaniem na pierwszy grom. Tysiące słów, setki starań rozpuści się pod naporem nawałnicy zwątpień. Twoich, nie moich. Czekam i teuchleję, przetrwam ale nic już nie będzie takie samo.
|
|
 |
|
Rozgniotłaś mój strach, rozwiałaś obawy, zmyłaś cień, teraz ktoś inny zaplanował wszytko zniszczyć, kiedy czujemy więcej niż wcześniej chce mi Ciebie zabrać i nic nie można zrobić poza czekaniem, które jest zbyt długie nawet na chwilę.
|
|
 |
|
Gdy zrobiłem wszystko a to i tak za mało to co pozostaje? Sznur, ucieczka, zabawa a może sen, może jutro znów zapomnę, że przegrałem.
|
|
 |
|
Czy to wszytko dookoła się rozpada, czy to rozpadam się ja? Czy wszytko ucieka mi z pod nóg czy po prostu się przewracam? Czy zmieniasz się w kogoś innego czy to ja widzę wszytko inaczej?
|
|
 |
|
Znowu to zrobię. Zostanę. Dla dobra innych zostanę i znowu mnie nie będzie. Już nigdy. Oststnia burza, ostatni krzyk a potem sam oddam siebie na ofiarę, nieustanną. Będę odgrywał dla nich ulubiony teatrzyk, aby się uśmiechali a w środku gnił od żalu. Tak właśnie będzie a mnie nie będzie.
|
|
 |
|
ścisnął moje ramiona, przyciskając ciało do ściany. jedną ręką oparł się o budynek, drugą natomiast próbował mnie zatrzymać, gdy chciałam wyrwać się z jego objęć. patrzyłam w jego oczy ironicznie się śmiejąc. - chcesz się na mnie wyżyć? - syknęłam. - za to, że nie powodzi ci się z nią? że w domu nie jest tak, jak powinno być? że nie masz już kasy na prochy? że kumple zaczęli cię zlewać? no uderz, proszę - powiedziałam odbierając dotkliwie jego milczenie. ujął jedną dłonią moją twarz próbując zbliżyć się wargami. instynktownie odwróciłam się w drugą stronę. wtedy mocno ścisnął mój nadgarstek przytrzymując dłonią twarz, tak abym patrzyła mu w oczy. adrenalina ukoiła ból. - już wiesz, jak bardzo cię kocham? jak tęsknię? jak cholernie mi ciebie brakuje? - krzyczał potrząsając mną. wtedy z jego brązowych tęczówek popłynęła łza. przykucnął obok i próbując się wtulić, szepnął jakże istotne "kocham".
|
|
|
|