 |
stoję na przeciwko mojego Skarba. patrzę w jego czekoladowe tęczówki, które świecą niesamowitym blaskiem. uśmiecha się do mnie, pokazując swoje słodkie ząbki. odpadam. czuję, jak miękną mi kolana. w moich oczach pojawiają się łzy. palpitacje władają moim sercem. prawie mdleję. odpływam. a On martwi się, bo nie wie co mi jest.
|
|
 |
złapałam w dłoń reszty z dwuzłotówki w drugiej ściskając wodę mineralną. ruszyłam na szkolne boisko, siadając na pierwszej, wolnej ławce i przyglądając się grze znajomych, który nie zrobili sobie przerwy między dwoma wf'ami. - cześć. - usłyszałam nagle nad sobą. kątem oka widziałam te znajome jeansy, a powoli do moich nozdrzy docierał, także charakterystyczny zapach. wstałam na chwiejnych nogach, wciąż patrząc pod siebie. stałam przez Nim, znów blisko. ujął moją twarz w dłonie unosząc ją. w piersi łomotało mi serce, a wszelkie dopływy powietrza wydawały się odcięte. - jesteś. - wybełkotałam, ledwo utrzymując się w pionie. wsparł mnie ramieniem. - obiecałem.
|
|
 |
prawdopodobnie tamtego pierwszego jesiennego wieczoru, kiedy chłód nocy już dawał o sobie znać, gdzieś pomiędzy jednym, a drugim buchem, którego złapał do płuc - tylko mi się wydawało, że gdzieś w mrok zostało wypowiedziane krótkie 'kocham'.
|
|
 |
zapewne to, że tuż po przymknięciu powiek, pojawiasz się, to nieistotne. cholernie błędne nie jest również przyspieszone bicie mojego serca, po kilkanaście iskierek w źrenicach i uśmiech, kiedy tylko stajesz przede mną. zapamiętywanie układu linii na Twoich dłoniach z przesadną dokładnością to żaden obłęd. nikłe korzenie obsesji. wstęp w którym zaczynam rozpoznawać wśród tłumu Twój zapach i powoli się zakochuję.
|
|
 |
nienawidzę oklepanych tekstów podłapanych gdzieś z neta. nie znoszę niespodzianek, 'zobaczysz', 'spodoba Ci się' - kiedy osoba wygłaszająca te przypuszczenia nie ma zupełnie pojęcia, jaka jestem, co lubię i że w sumie nigdy się nie maluję, nie noszę sukienek, nie przepadam za wiśniami i mało piję, co wykracza poza powszechne stereotypy. odrzucają mnie goście, uważający się 'facetów', bo zaliczyli już niejeden zgon na vixie, i regularnie mają dostęp do fajek. kurwa, pojmij, że znając co najwyżej kilka cech mojego charakteru, moje imię i pasję - pozostaniesz co najwyżej znajomym.
|
|
 |
to nieistotne o której przychodził. nie liczyło się kilka cyferek odznaczających się wśród ciemności na zegarku. wcale nie było chorym wyskakiwaniem za piętnaście trzecia z domu wciskając na stopy kapcie. obsesja? bo lubiłam ocierać rozgrzewająco dłońmi swoje ramiona podczas, kiedy On powtarzał, że musiał mnie zobaczyć przed snem?
|
|
 |
Sama rozwlam swój świat.
Ten, który od jakiegoś czasu tak usilnie próbowałam pozbierać do kupy.
Nie stanęłam jeszcze na nogi,
a już sama sdążyłam pociągnąć się do ziemi.
Może nie jestem wystarczająco silna?
Najsmutniejsze jest to, że nie mam n kogo zrzucać winy.
Bo jedyną winną osobą w tej sprawie jestem ja sama.
Jak nisko trzeb upaść, aby powiedzieć sobie "dość"?
|
|
 |
Powoli burzę mur, który wokół siebie zbudowałam.
I obym nie musiała tego później żałować.
W końcu nikt nie chce zostać zraniony, prawda?
|
|
 |
Zbudowałam wokół siebie gruby mur i nie wpuszczam nikogo do środka, w obawie przed zranieniem.
Jestem jednak pewna, że któregoś dnia ktoś zburzy ten mur.
I najprawdopodobniej zrobię to sama.
|
|
 |
Co z tego, że mamy takie piękne plany i marzenia?
Co z tego, ze wiemy w jaki sposób możemy do nich dążyć?
Co z tego, skoro wiemy co mamy robić, a tego nie robimy?
Dlaczego trwonimy ten cenny czas na tak błahe i niepotrzebne rzeczy?
|
|
 |
Ludzie są stworzeni do kochania.
Do kochania formy.
Nie kochamy samej duszy.
|
|
 |
Bóg, jeśli istnieje, stroi sobie ze mnie żarty.
|
|
|
|