 |
|
pierwsza sobota od dwóch miesięcy, którą spędzę w domu i chyba jakoś lepiej się czuję z tym, że nie będę stała z kumplami i nie waliła wódy przed pójściem na imprezę. nie będę tańczyła pod wpływem i wirowała po parkiecie szukając cię wzrokiem, a gdy cię zobaczę zacznę udawać, że mam cię w dupie i będę wywijała z jakimiś nic nie znaczącymi dla mnie debilami. sam zaczniesz podbijać do jakiejś dziewczyny, a ja oczywiście z zazdrości wyjdę na papierosa. wyjdziesz ty, zacznę cię wyzywać. szlag. jestem głupia. cholernie głupia. ty też jesteś, jesteś taki sam jak ja. nienawidzę ciebie i mnie.
|
|
 |
|
jest źle, ale nie najgorzej jeszcze.
|
|
 |
|
życie to teatr, a ja gram główną rolę, więc usiądź i oglądaj, skarbie
|
|
 |
|
nie ogarniam, chyba nie muszę, chyba nie chcę, ale chyba powinnam.
|
|
 |
|
szkoda, że spierdoliliśmy sprawę mogło być naprawdę dobrze.
|
|
 |
|
boyfriend, girlfriend, friend. jakoś dziwnie te wszystkie słowa kończą sie na 'end'.
|
|
 |
|
kiedy dorosnę chcę być taka jak ty.
|
|
 |
|
jeju! działa mi moblo! na operze turbo... ale działa
|
|
 |
|
nadchodzą momenty, kiedy niesamowite ciepło oblewa wnętrze Twojego ciała, chcąc ugotować każdy z Twoich organów. serce zaczyna skakać jak wirująca pralka. chcesz krzyczeć, ale odbiera Ci mowę. pragniesz płakać, ale Twoje kanaliki łzowe odmawiają posłuszeństwa. rzucasz się w amoku, nie wiedząc co robić. patrzysz ślepo w jeden punkt, opadając z sił. nie potrafiąc uwierzyć w coś co Cię właśnie spotkało. budzisz się w środku nocy, oblana potem na dywanie, na który upadłaś z niemocy. rękawy brudne od tuszu. pod paznokciami tynk ze ścian. a podniesienie powiek staje się jedną z brutalniejszych rzeczy jakie Cię ostatnio spotkały. wehikuł czasu zabiera Cię do rzeczywistości, teraźniejszości nieusilnie każąc Ci z nią walczyć, wiedząc że nie masz najmniejszych szans bo chociażbyś spłonęła od wewnątrz, paląc każdy z własnych organów począwszy od serca uczucie przerażenia nie spłonie już nigdy.
|
|
|
|