 |
|
kto pod kim dołki kopie ten sam w nie wpada,
bardzo prawdziwa jest ta stara zasada.
więc niestety bardzo wielu o niej nie pamięta.
|
|
 |
|
nieważne jak bardzo chciała zapomnieć,
nic nie mogła poradzić na jego uśmiech,
z wyrazem błogiej nieświadomości jamajskich oczu.
|
|
 |
|
ten świat chory sprowadza ich na nieludzkie tory
daje im fory, karmieni fotostory bajkami
wychowani na MTV co gardzi klubami
i pytanie jak odnaleźć się w tej fatamorganie
gdzie wokół króluje perfidne zakłamanie
na wygnanie odeszły kolejne autorytety,
a na ich miejsce nie ma nowych niestety
nie..
|
|
 |
|
ja ciągle na to patrzę
jak ludzie graj w życiu, jakby grali w teatrze
jeden błazen, drugiemu błaznowi klaszcze
to układy
mimo zawiści cieszą do siebie paszcze
a ja taszczę bagaż pełen doświadczeń i wrażeń
i widzę jak ludzie wkoło kreują swe miraże
by ukryć niedoskonałe dusze i twarze
być coraz bliżej centrum złych zdarzeń.
tępo w sufit się gapie, na kanapie leżę
milion myśli na sekundę, niech ktoś je zabierze
to co się dzieje z nami miedzy nami mówiąc szczerze
jedno widzę, drugie słyszę, a w to trzecie nie wierzę
TO JAKAŚ FATAMORGANA!
rzeczywistość nie prawdziwa, wyimaginowana
gdzie prawda jest ale nie jest reflektowana
opadam z sił i padam na kolana. o mama!
manipulują wami, jakbyście byli ich marionetkami
wyniszczone młode mózgi twardymi narkotykami
biegną gdzieś na oślep, szybciej, więcej, mocniej, prościej
tępa rozrywka równa umysłowej chłoście
słowo pisane już w ogóle nie przyswajane
nie walczą o swoje lecz biorą co jest im dane
wierzą w pozory ze to ich własne wybory.
|
|
 |
|
pojęłam w końcu, że nie mogę być wyłącznie twoim ratunkiem,
przed samotnością. wyjściem awaryjnym,
którego używa się tylko w kryzysowych sytuacjach.
|
|
 |
|
kręć się tańcz wyrzuć swoje smutki precz
dzisiaj jest ta noc szkoda łez, kręć się i tańcz
radość to jest dobra rzecz, szarych dni nadszedł już kres!
|
|
 |
|
siedziałam obezwładniona uczuciami na zimnym
parapecie trzymając papierosa w drżących dłoniach,
wciągałam trujący dym do środka, najgłębiej,
najmocniej, by skarcić się za ból, by dokarmić
tęsknotę za tobą, patrzałam beznamiętnym
wzrokiem na spadającą gwiazdę która nigdy nie
spełni moich marzeń, patrzałam na gwiazdy, które
układały się w twoją twarz, patrzałam na nie tak
jak wtedy kiedy zimową nocą wracaliśmy do domu
, starałam się poczuć tą miłość, to ciepło, lecz moje
ciało było owiane chłodem, zimnym wiatrem który
zataczał pętle, obwiązywał moje serce kokardką z
kolczastego drutu i uciskał najmocniej jak się da. pękło.
|
|
 |
|
teraz się pozbierałam. nie jestem już tak
perfekcyjna jak wcześniej, nie potrafię już
tak pięknie żyć, nie potrafię szczerze się śmiać.
ale jestem. wstaje z łóżka żeby przeżyć kolejny
cholernie pusty dzień. nie utrudniaj mi tego.
nie wracaj.
|
|
 |
|
muzyka łagodzi obyczaje tak mi się wydaje
jest moim rajem bo kiedy rano wstaje
zaraz zapuszczam pierwsze lepsze dźwięki
|
|
 |
|
twoje rzeczy porozrzucane na mojej
podłodze, kopnęłam je gdzieś pod szafę.
wiesz, nawet drzwi,którymi kiedyś wszedłeś
zabiłam deskami. teraz wychodzę oknem.
|
|
 |
|
możesz traktować mnie jak powietrze..
przecież bez niego nie da się żyć..
|
|
 |
|
jestem jak otwarta księga, tylko
napisana bardzo trudnym językiem.
|
|
|
|