 |
|
kiedyś to wszystko rzucę i nie wrócę już bo jak tu żyć, kiedy na gardle nóż i co rusz, przyjmuję kolejne ciosy przez to czasem mam już wszystkiego dosyć
|
|
 |
|
ile można od życia w serce przyjmować ciosy?
|
|
 |
|
ostatnim słowem nakazał trwać. udowodniwszy na co go stać. na wieki wieków udał się spać, wtedy muzyka przestała grać
|
|
 |
|
- wyrzuć to, nie będę się powtarzał. - mruknął z gniewem, wiercąc mnie spojrzeniem na wylot. czekał, a ja jedynie zaśmiałam Mu się w twarz. - chcę nabyć tego cholernego raka płuc. chcę, choć ten jeden raz, być taka jak reszta, nie wyróżniać się. na coś trzeba umrzeć, nie? a ja bardzo, bardzo nie chcę, żeby po mojej śmierci wspominali: "ta, która umarła z miłości", bo dla mnie to raczej: "umarła przez Ciebie". - zaciągnęłam się podczas, kiedy mruknął coś o tym, że bredzę. - nie mogą kojarzyć mnie z Tobą. niech kojarzą mnie z tym rakiem, z fajkami i zdemoralizowaniem, bluzgami i wyparzonym językiem. byle nie z Tobą. nie z człowiekiem przez którego nie warto, wręcz nie wolno umierać, a który zrobił wszystko, by nie było najmniejszego sensu, aby żyć. skutecznie.
|
|
 |
|
spóźniałam się, myliłam słowa w swoich kwestiach, opuszczałam próby, wybuchałam śmiechem w środku generalnej próby. wywalili mnie; zwyczajnie biorąc za ramiona wyprowadzili na zewnątrz. gdy mój los, jakby przesądzony, wtedy, pod gmachem teatru, wygasał - wybiegł z budynku. księżyc błyszczał w Jego oczach, kiedy cieszył się, jak dziecko szepcząc, iż w końcu Jego słowa odnalazły sens. - bez Ciebie każda moja rola umiera, nie może istnieć, gnije. jak zatem mam żyć bez Ciebie? jak oddychać...?
|
|
 |
|
Jesteś dla mnie ważniejszy , niż ja sama .
|
|
 |
|
' Lecz muzyka to nałóg którego nie chcę zwalczać , a co do innych , to może kiedyś będę miał farta . '
|
|
 |
|
mam blizny na całym ciele po jego pocałunkach.
|
|
 |
|
' Zdradzacie się wzajemnie wierząc że będzie dobrze .
I chociaż mówisz, że jest kurwą , to nie oddasz jej za nic .
Ranicie się wzajemnie , ale tak , żeby nie zabić . '
|
|
|
|