 |
|
wiesz, że co noc płaczę. widzisz spuchnięte powieki. spierzchnięte wargi. to nic, że pocięłam sobie ręce. to nic, że sobie nie radzę. straciłam ciebie. już nic się nie liczy.
|
|
 |
|
Przecież Pan bardzo uważał, żeby zaoferować jej tylko przyjaźń, prawda?
|
|
 |
|
Zrób coś dla mnie. zatęsknij za mną i dojdź do wniosku, że beze mnie jest Ci źle
|
|
 |
|
Wystarczą Twoje dziwne przeprosiny w formie 'no weź, no' - a ja już się nie gniewam
|
|
 |
|
zainspirowana kolorem jego oczu, brzmieniem głosu, zapachem perfum, dotykiem dłoni. zainspirowana jego obecnością
|
|
 |
|
-a więc mówisz, że piszesz pamiętnik. -tak, piszę, nałogowo. -a mogę wiedzieć o czym piszesz? -hm... mogę Ci pokazać. -okej. ~przyciągnęłam go do siebie pewnym ruchem, mocno pocałowałam w usta -o takich rzeczach. / niepachniesztaksamo
|
|
 |
|
I jak tu nie kochać jesieni, gdy ma się przy sobie swoje 36,6 stopni, wołające z kuchni kochanie, chcesz herbaty? / niepachniesztaksamo
|
|
 |
|
Na lekcji ciągle sprawdzałam telefon, aż w końcu nauczycielka poszedł i poprosiła żebym go schowała. Stanowczo odpowiedziałam, że nie mogę. Ona lekko poirytowana spytała dlaczego, a ja z uśmiechem na ustach odpowiedziałam, że na tapecie jest on. / niepachniesztaksamo
|
|
 |
|
A serce i rozum z reklamy i tak wybrałyby Ciebie jednogłośnie. / niepachniesztaksamo
|
|
 |
|
Trzymał telefon w zasięgu mojego wzroku. W pewnym momencie ujrzałam na tapecie swoje zdjęcie. Nie ukazując tej radości, która dobierała mi się już do samego serca, zapytałam co to za tapeta. On podniósł głowę, uśmiechnął się i dumnie odpowiedział Piękna, prawda? / niepachniesztaksamo
|
|
 |
|
Pierdole to jak mnie postrzegasz, Jak biorę bit to w chodzę w nich jak skurwysyn, I nie wiem co popycha ich do tego, by próbować z tym, Niesiemy prawdę, jakakolwiek by nie była, Ale spoko, będę krył Cię, jeśli mówisz, że masz przypał, Nie mam już sentymentów, to nie jest korzystne, Gdy czują Twoją słabość, to Ci wjadą na tą psychę, I nie panosz się już przy mnie, jeśli dawno mnie skreśliłeś, Co mi teraz kurwa wmówisz, nagle jesteś mi coś winien? Nie wiem co jest bardziej przykre, od osiedli bez ambicji, Bo patrzyli na nas z góry, żebyś tylko się ich wyzbył, Mogę mówić o zawiści, ale w chuju mam ich bóle, Orły latają wysoko, nie po to by czuli skruchę, Wciąż bije piony z typami, od których bije prawdziwość, I nie wiesz, gonie za snami, do góry ginie zawiłość, Śledź mnie, możesz nawet przez tą lornetkę, Hejter ściąga to z bólem, jakby kurwa miał stulejkę...
|
|
 |
|
Najgorsze jest to, kiedy odtrącasz naprawdę fajnego faceta, któremu na Tobie zależy tylko dlatego, że w głowie siedzi Ci frajer, który Cię zranił.
|
|
|
|