 |
|
codziennie rano patrząc w przeznaczenia lustro,
sam siebie oszukuję, widząc w marzeniach cud, ziom
|
|
 |
|
blisko słońca na niebie, według własnej elipsy,
podróżują moje plany, słowa, sample i myśli
|
|
 |
|
ja wolę byc ostatni, zamiast zostać na przedzie,
przynajmniej nie muszę się wciąż oglądać za siebie
|
|
 |
|
wartości młodości zdmuchnął wiatr
|
|
 |
|
ty zaryzykuj skoro nic do stracenia nie masz,
życie, to magia,
użyj swojego płomienia, do podpalenia
swojej latarni, marzenia do zobaczenia światła i cienia
w zwierciadłach, od dawna nie ma w nas zwątpienia
|
|
 |
|
nie mów, że tamten to fiut, a później wymieniacie uścisk ręki
|
|
 |
|
sam na sam, sam, sam ze sobą - gdy nie masz już siły pluć w twarz wszystkim wrogom
|
|
 |
|
umiesz docenić po stracie? to nie sztuka,wspomnieniami serca nie oszukasz
|
|
 |
|
bałem ci się zaufać ty i tak byłaś przy mnie,czekałaś cierpliwie aż mój ból w sercu minie
|
|
 |
|
odebrałaś mi siebie zapomniałaś wziąć wspomnień,wtedy czułem twój oddech jakbyś była koło mnie
|
|
 |
|
wyjdę naprzeciw twardo na nogach stojąc,serca ból kojąc rany niewolnicze gojąc
|
|
|
|