 |
|
Pozwól, że odłączę się od tego, co nazywasz 'życiem' Na zawsze zniknę, jednym ruchem odejdę z tego świata. Nie układając po raz kolejny swojego kruchego życia, wycofam się. | nieracjonalnie
|
|
 |
|
I wiem, że w dalszym życiu nie będzie łatwo, wsiadł mi na psychikę - coś pękło, rozpieprzyło się na kilka małych części, jestem słabsza, bardziej wrażliwa.. porusza mnie każda błahostka, zapomniałam już jak to jest być silną, zawsze dającą sobie radę dziewczyną. | nieracjonalnie
|
|
 |
|
Nadal zapominam, że należysz do niej. Że Twoje uśmiechy, spojrzenia, gesty, słowa są dla niej.. | nieracjonalnie
|
|
 |
|
Pamiętasz? Planowaliśmy wspólne życie. Życie? Pamiętasz? Mieliśmy plany.. marzenia, pilnowaliśmy siebie nawzajem, ufaliśmy, troszczyliśmy się, tęskniliśmy. Pamiętasz? Byliśmy.. | nieracjonalnie
|
|
 |
|
w tamtych oczach już nie ma mnie. | nieracjonalnie
|
|
 |
|
przy Tobie czuję się tak wyjątkowo... niezauważalna.
|
|
 |
|
czym jest miłość ? - według matematyki : problemem . - według historii : wojną . - według chemii : reakcją . - według sztuki : sercem . - według mnie : ...Tobą .
|
|
 |
|
szepnął mi , że to koniec . rzucił na biurko paczkę żyletek i z ironicznym uśmiechem na twarzy powiedział : nie zrób sobie krzywdy.
|
|
 |
|
kiedyś z motylami w brzuchu pokazywałam przyjaciółce smsy od niego. byliśmy po kłótni, przepraszał mnie w nich. ' widzisz, jak jest mu przykro ? ' - mówiłam. nic bardziej mylnego. kilka liter ułożonych w 'przepraszam', dwa znaki tworzące serce. było mu przykro ? przecież nie mogłam tego wiedzieć, równie dobrze mógł właśnie patrzeć w telefon z bananem na ryju, myśląc jaka jestem naiwna. albo zabawiał się w tym czasie z jakąś całkiem obcą laską, najebany lub nie. tyle rzeczy mogło kryć się za ta jedną wiadomością. dlatego tak ich nie lubię. żaden sposób na kontakt, oprócz tego bezpośredniego, nie ma sensu. co ci z miłości, jeśli nawet nie możesz spojrzeć tej osobie w oczy ? może ona w tym czasie patrzy w zupełnie inne. / nieswiadomosc
|
|
 |
|
przebudziła się, prawą dłonią sięgając do jego pleców. uniosła się na łokciach i pochylając nad nim szepnęła: - Hej, kochanie. wstawaj. - ale on nadal spał twardym snem, przynajmniej na to wyglądało. - Kochanie ? - powiedziała, ale i tym razem nie zareagował. - Dobrze, pośpij jeszcze, a ja pójdę zrobić nam kawy. - to mówiąc, odwróciła się i włożyła aksamitny szlafrok na nagie ciało. cichym krokiem udała się do kuchni, starannie zamykając drzwi. niczym na skrzydłach przyrządziła napój wkładając w to całe swoje serce. z uśmiechem na ustach i motylami w brzuchu, wróciła do pokoju. z kawą na tacy, drzwi otworzyła łokciem. - Wstawaj, zrobiłam kaw... - urwała. łóżko było puste. spojrzała na pomięty banknot, który zostawił na pościeli. przez piekące pod powiekami łzy dostrzegła otwarte okno. z całych sił rzuciła tacą o ścianę. gorący napój tworzył wielką czarną plamę na białej farbie, a ona zanosząc się płaczem przeklinała dzień, w którym się poznali. / n
|
|
 |
|
być może to miało tak się skończyć, Ty miałeś odejść, ja miałam zostać sama, roztrzęsiona, miałam mieć rozjebane życie, puste, ciche, bez nikogo.. być może to miało właśnie tak boleć. | nieracjonalnie
|
|
|
|