 |
|
Wyglądali jak wyjęci z filmu. W sumie to był film. Ich film o wielkiej miłości do którego scenariusz napisało im samo życie.
|
|
 |
|
Świat jest słodki. Mamy buntowników, ateistów i słońce jak z kiepskiego landszaftu. Sprzedajemy się za 7.99, wszyscy mamy depresje i radośnie podcinamy sobie żyły zardzewiałą żyletką...
.
|
|
 |
|
stała na środku pokoju w szarym wykrochmalonym, za dużym podkoszulku, zielonych spodenkach od pidżamy i z pomarańczowym ręcznikiem na głowie, zawiniętym w turban . stała tak i naiwnie patrzyła w okno, marzyła o tym, że jak wczoraj stanie tam on, stanie przed oknem i bez żadnych słów będzie porozumiewał się z nią przez szybę, milcząc będzie wyrażał więcej niż mówiąc, gestami będzie dotykał jej serca i nie pozwoli jej cierpieć .
|
|
 |
|
siedziała, bezwładnie przy szpitalnym łóżku, trzymając go za wilgotną od drgawek, dłoń. jej źrenice, były rozszerzone do granic możliwości. wyglądały jak dwa ogromne kubki, czarnej kawy, którą tak uwielbiała. była przy nim. patrzyła na setki, podłączonych kabli do jego odrętwiałego ciała, nieusilnie próbując powstrzymać się od łez. pochyliła się delikatnie nad jego głową. jeden z kosmyków jej włosów, opadł bezwiednie na jego sine czoło. 'wszystko będzie dobrze.' - wyszeptała do jego, ucha z nadzieją, że słyszy. właśnie wtedy, rozległ się pisk. maszyny zaczęły wariować, a kilku lekarzy nerwowo, wbiegło do sali. nie wiedziała co się, dzieję. reanimowali go. stała przy szpitalnym łóżku, nie mogąc złapać oddechu. 'nie możesz mi tego zrobić, rozumiesz?! nie możesz!' - krzyczała pełna amoku, uspokajana przez pielęgniarkę. maszyny się zatrzymały. lekarz ze stoickim spokojem, kazał zanotować pielęgniarce godzinę zgonu. 'Ty skurwysynu' - wyszeptała, osłaniając się na nogach. zemdlała.
|
|
 |
|
kiedyś, marzyłam o tym, żebyś spojrzał na mnie, chociaż ukradkiem. abyś chociaż na krótki moment, zwrócił swoje błyszczące źrenice w moją stronę. dzisiaj kiedy, pożerasz mnie wzrokiem, pełna satysfakcji odgarniam, swoje blond włosy z ramion. napawam się Twoim cierpieniem. uwielbiam, tą subtelną formę sadyzmu.
|
|
 |
|
był mężczyzną, który przepraszał, mnie kiedy miałam zły humor. miewał wyrzuty sumienia, gdy przyniesione do łóżka przez niego kakao, poparzyło moje spierzchnięte wargi. mężczyzną, który przenosił mnie nad kałużami w obawie o zmoknięcie moich trampek i skrupulatnie, witający mnie każdego poranka pocałunkiem, twierdząc, że bez tego śniadanie nie ma smaku.
|
|
 |
|
byłam na imprezie z paczką.świetny melanż. musiałam się trochę rozerwać i zapomnieć o nim.zajebiście się bawiłam.totalnie wyluzowałam.miałam w dupie cały świat.liczyło się tylko dobre piwo,fajki,oni i rap.kiedy nagle w drzwiach do klubu zobaczyłam kolesia w dresach i fajnej bluzie.przez myśl mi nie przyszło że to on,do puki światła laserów nie odbiły się w jego boskich tęczówkach.tak.wtedy byłam pewna że to on.wpatrywał się we mnie z pełnym odwzajemnieniem.podszedł trochę bliżej i przedzierając się przez kłęby unoszącego się dymu dał mi znać żebym wyszła na korytarz.wstałam.-co chcesz?powiedziałam trzymając papierosa w dłoni-chciałem z Tobą pogadać o tym co było i o tym jak dalej będzie-co ma kurwa być?wrzasnęłam.wiesz no biorąc pod uwagę twoją arogancję i twój brak jakichkolwiek uczuć mogę powiedzieć ci wypierdalaj z mojego życia.tak szkoda tylko że takie rzeczy przychodzą mi z łatwością gdy jestem nieźle zalana,rano.i spojrzenie w okno to kolejny powód by nadal cię kochać.|imagine.me
|
|
 |
|
. poza tą małą chwilą słabości teatralnie mnie to jebie . ; /
|
|
 |
|
- Kochasz go, prawda?- zapytała Dusza.
- I to za mocno.- odpowiedziało Serce.
|
|
 |
|
Ostatni rok w naszych rękach. Później? Później ten strach , każde rozejdzie się w swoją stronę, a miłość może zostać stracona. . .
|
|
 |
|
moje myśli ograniczają się tylko do twojego imienia.
|
|
 |
|
niby wiesz o mnie wszystko , a tak naprawdę nie wiesz nic . mogę zaskoczyć cię każdym moim słowem , gestem . mogę spowodować , że zapłaczesz . mogę spowodować że mnie znienawidzisz . mogę , ale nie chcę .
|
|
|
|