 |
|
tamten odwyk od uczucia i desperacko ukochanych przez zmysły detali tego człowieka trwał dwa lata. ani w jednym dniu tamtego okresu nie czułam się tak jak teraz.
|
|
 |
|
[2]by kazać mu wypierdalać, gdy znów się odezwie, wszyscy się zdziwią ile masz w sobie odwagi i sił.
|
|
 |
|
[1]najgorsze jest to, że osoba, która kiedyś była dla Ciebie wszystkim, a ta osoba nie widziała poza Tobą świata, dziś staje sie całkowicie obca. robi rzeczy, o które nigdy byś go nie podejrzewała. wypowiada słowa, które kaleczą serce bardziej niż najostrzejszy sztylet. idziesz ulicą, widzisz go naprzeciwko, a on udaje, że Cię nie zna. tak perfidnie patrzy Ci w oczy i przechodzi obok, udając kompletnie obojętnego, a Ty w nocy wylewasz tysiące łez, bo czujesz, że już nic dla niego nie znaczysz. a on po prostu udaje, bo uwielbia grać zimnego drania bez serca, dla niego to taka gra. typu ''wymiękam''. czeka aż, napiszesz i przeprosisz, ale Ty jesteś twarda i tym razem się postawiłaś. cierpisz, ale nie dajesz tego po sobie poznać, żeby zobaczył jaki stracił skarb i jakim jest debilem. myśli, że będziesz prosiła jak głupia żeby wrócił, bo zawsze na takie dziewczyny trafiał, nie wie, że Ty nie jesteś tym typem kobiety. powoli zbierasz w sobie siły..
|
|
 |
|
niech już się nie odzywa, nie podaje mi kolejnych argumentów co do tego, że tak będzie lepiej. niech nie powtarza jakim jest szczeniakiem, niech już mnie nie przeprasza. niech milczy. to niemożliwe, by przez miesiąc znajomości przywiązać się do kogoś na tyle, by sobie nie poradzić. oddycham; z książką o, bo jakby inaczej, miłości w ręku i torsjami żołądka podczas odszukiwania siebie we wszystkich wzmiankach o tęsknocie.
|
|
 |
|
dłońmi przez które podążają strużki krwi od zbierania szkła, odgarniam włosy z twarzy. podczas ostatniej rozmowy zaręczyłam mu, że dam radę. łzy w oczach tłumaczę bezradnością, bo znów coś potłukłam czy wylałam. fajtłapstwo, nie popękane serce.
|
|
 |
|
mogło być lepiej, zawsze może, ale w żaden sposób czwarte miejsce na turnieju nie psuje tego dnia. moja kuchnia nie doznała jeszcze takiego bałaganu, jak teraz. w całym domu roznosi się zapach kurczaka, a ręce bolą mnie już zarówno od gry, jak i mieszania galaretek. na nodze "MATI ♥" napisane w którymś momencie przez tego głuptasa, na nadgarstku wciąż jego bransoletka. przyjaciółka, która ubolewając nad tym, że przez dwa tygodnie nie mogę zmienić pościeli, w końcu wzięła się za to sama. mimo siniaków, które nie ma mowy, żeby nie pojawiły się na moim tyłku - nieznikający uśmiech, dziękuję.
|
|
 |
|
akurat dzisiaj, kiedy muszę być w najlepszej formie ze względu na długo wyczekiwany turniej, po czwartej budzę się z jakiegoś chorego snu, z trzęsącymi się dłońmi, cała zmarznięta, by dopiero po wypiciu herbaty i niekończącym leżeniu, móc znowu zasnąć. oczywiście, trochę przed szóstą budzi mnie telefon od przyjaciółki: - hej, kochanie, jestem pierwsza? wszystkiego najlepszego, dużo... - zapierdolę Cię, jak Cię spotkam.
|
|
 |
|
Za dwie godziny 14 lipca - moje urodziny, a zarazem mixty w plażówkę, także życzcie mi i Michałowi szczęścia na turnieju, trzymaniem kciuków za nas również nie pogardzimy! :)
|
|
 |
|
nie mam tylko siły do jego picia. przeraża mnie, że nie potrafi nigdy odmówić. marudzi wieczorami coś o tym, iż nie mogliśmy pogadać spokojnie przez jego stan, a kiedy zapewniam go, że jutro nadrobimy, słyszę 'jutro też chlamy'. nie muszę być dla niego najważniejsza, po prostu nie chcę by takie gówno było wyżej w tej hierarchii wartości.
|
|
 |
|
zwyczajnie, kiedy trzyma dłonie na moich ramionach i całuje kolejno moje usta, nos, policzek, szyję, gdy przenosi ręce na moją szyję i plącze palce między moimi włosami, powtarzając jak tęsknił przez ostatnie dni, wiem, że czasem warto trochę poczekać.
|
|
 |
|
w moich oczach już tylko widok zniszczonego miasta
a ludzie nieprzejmują się niczym, to jest coś na kształt
końca świata i dziś każdy z ludzi olewa piekło i niebo
telewizja i czasopisma są teraz ich jedyną wiedzom
bo nie wierzą w nic prócz samego siebie, zapatrzeni
na własne potrzeby, nie potrafią już innych docenić
postrzegają świat przez różowe okulary, zajebiście
się z tym czując, teraz spalają naszą wspólną kliszę
by stworzyć własną, gdzie będą widzieli oni sami
lansują się drogimi ciuchami, by swą duszę dokarmić
kiedyś ta pycha ich zabije, to narcystyczni egoiści
bez talentu, bez rozumu, nagle stali się bezkrwiści
stracili ciało, obumarli jak stare drzewo, potracili liście
na ulicach powoli robi się pusto, jest już co raz ciszej
wypijam pierwszy i ostatni kieliszek, właśnie za nich
zapatrzonych w własne odbicie, lecz poszedł cały litr.
|
|
|
|