 |
Oni znowu się pojawiają, mówią słowa na M, o których nie mają pojęcia.
|
|
 |
dlaczego to nie Ty trzymasz mnie za brodę i patrząc w oczy mówisz, ze mam być dzielna i nie płakać, bo nie lubisz, kiedy płaczę?
|
|
 |
bo ludzie są jak obłoki. a to wszystko jest jak polowanie. leżysz na trawie i czekasz. przepływają nad tobą, takie piękne, że chcesz je koniecznie ściągnąć z nieba i schować do kieszeni. chwytasz więc jeden z nich, ten najpiękniejszy, i zaciskasz dłoń, chcąc zatrzymać go tylko dla siebie. a on przecieka ci między palcami. i patrzysz na to, co się stało, i płaczesz, ale wiesz, że nic więcej nie możesz już zrobić.
|
|
 |
Nic się nie zmieniło. Amelia nadal ucieka w samotność. Lubi stawiać sobie głupie pytania na temat świata i tego miasta, na przykład ile par przeżywa w tej chwili orgazm.
|
|
 |
Nie mówcie mojej miłości, że umarła.
|
|
 |
Zabierz mnie nocą na huśtawki, usiądź w trawie i zacznij ją skubać. Nie patrz na mnie, nawet jeśli powiem, że jeszcze chwila i zamarznę, bo zaraz potem powiem, że jak zwykle tutaj widzę paznokieć Boga. A jeśli uwierzę, że mnie nie słuchasz, to powiem Ci, jak to jest być mną.
|
|
 |
obiecaj mi.. że jeśli kiedykolwiek coś się zmieni - powiesz mi o tym. bez strachu. weźmiesz mnie na kolano i wszystko wytłumaczysz.
|
|
 |
zabijali się długo patrząc sobie w oczy.
|
|
 |
Usiadłam i objęłam głowę rękami. Marzyłam, żeby ja odkręcić, położyć na podłodze przed sobą i dać jej takiego kopa, żeby się odchrzaniła i poleciała, gdzie pieprz rośnie, i żebym jej nigdy nie mogła odnaleźć.
|
|
 |
- i wiesz, chciałabym żeby kiedyś on żałował, że mógł mnie mnieć, a nie miał. żeby kiedyś zobaczył co stracił...
|
|
 |
najbardziej z tego wszystkiego nie lubię beznadziejności samotności tęsknoty i j e s i e n i. nie lubię jesieni dlatego, że gdy idę po mieście i jest mi zimno nie mam po kogo zadzwonić, żeby przyjechał i mnie przytulił.
|
|
 |
Kiedyś mnie nie było,
A potem się stałem.
Teraz znów mnie nie ma.
|
|
|
|