 |
zadzwoń do mnie rano, ale zrozum najpierw, że moje życie to chaos i pasmo zmartwień
|
|
 |
spójrz w moje oczy. nikt nie przypuszczał, że to się tak potoczy.
|
|
 |
zostało tylko echo, stoję i zaciskam swe pięści do krwi.
|
|
 |
oni spłoną, ja zaleję świat łzami i wódką.
|
|
 |
niech wrócą te chwile, nawet na krótko. zawrócić czas, wykręcić ramiona wskazówką.
|
|
 |
Polonistka wywołała do odpowiedzi. 'Numer 15 i 25!' Zapraszam.' Wstaliśmy oboje z zajebiście wściekłymi minami. 'Nie będę Was dziś pytać. Wyobraźcie sobie, że jest między Wami konflikt dotyczący czegoś ważnego. Zagrajcie to.' Spojrzeliśmy na nią zdziwieni, wciąż staliśmy w ciszy. 'No już. Zacznij od słów: Jak mogłeś?!' Pogoniła mnie. 'Jak mogłeś?' Oczy momentalnie mi się zaszkliły. Nie odpowiedział. 'Jak mogłeś to zrobić?!' Wziął głęboki wdech. 'Przepraszam.' Wykrztusił gryząc wargę. 'I co? Mam Ci się rzucić na szyję? Nie przepraszaj,jeśli nie rozumiesz definicji tego słowa.' Wkurzył się. 'Dobrze wiesz, że to nie moja wina! To była impreza. Byłem nawalony, z resztą nie byliśmy ze sobą.' Otworzyła szerzej oczy. 'Nie? Aaa, to sorry. Pomyliłam bieg zdarzeń.' Nauczycielka patrzyła na nas z niedowierzaniem. 'Dobrze. Usiądźcie do ławek. Muszę Wam powiedzieć, że było widać w tym prawdę.' Spojrzał na moją twarz wykrzywioną bólem. Musiałam wyjść z sali.
|
|
 |
wiem, że ludzie są różni, a ja często uogulniam,
ale jest tu tylu próżnych, że gubię się komu ufać.
coraz trudniej rozróżnić i chuj wie kogo słuchać
|
|
 |
i mam dni, że wydaje się to zajebiście proste
|
|
 |
a jej serce biło tak, jakby miało złamać żebro.
|
|
 |
wie, że straciła sens,
choć myślała, że jest silna. wylewa sporo łez, bo wie, że nie zasłużyła
|
|
 |
but never forgets what I lost.
wake me up, when september ends
|
|
 |
ile razy jeszcze się poddam
|
|
|
|