 |
|
a dziś ? perfumy z adidasa plus fajki kojarzą mi się tylko i wyłącznie z kłamstwem . /ciastkojad
|
|
 |
|
mam wrażenie , że ty cały czas masz tą cholerną świadomość , że nadal to czuję . że nadal to co nas łączyło we mnie żyje . że wciąż jest mocne . myślę , że zdajesz sobie sprawę z tego jak mocno cierpię . mam wrażenie , że chciałbyś coś zrobić . przeprosić za to jak się zachowałeś . cokolwiek , tylko rozum ci nie pozwala . rozum lub ona . / ciastkojad
|
|
 |
|
chodziłam z mamą po sklepie w poszukiwaniu tych całych świątecznych bzdur . lampki , bombki , kokardki . nie potrafiłam się uśmiechać , nie potrafiłam po prostu cieszyć się z tego , że wygląd tegorocznej choinki może zależeć ode mnie . po prostu włóczyłam się bez celu , co chwilę spoglądając na telefon w nadziei , że może jednak coś zrozumiałeś . błądziłam myślami i dopiero po kilku minutach zorientowałam się , że zgubiłam gdzieś mamę . rozpłakałam się jak małe dziecko . przynajmniej mogłam odpowiedzieć , że to z powodu mamy . nikt przecież nie pomyślałby wtedy , że chodzi o ciebie , nie ? / ciastkojad
|
|
 |
|
kurwa jak zaraz nie przyjdziesz i nie przytulisz mnie z całej siły to nie dam sobie rady . wyjdę i nie wrócę . wysiądę . umrę . / ciastkojad
|
|
 |
|
na pytanie czy boi się jutra odwrócił wzrok. bez słowa odpalił wyjętą z kieszeni fajkę i wziął do płuc pierwszego bucha. odchrząknął. - niby czemu? niżej już nie upadnę.
|
|
 |
|
przykucnął przede mną wyjmując mi z rąk podręcznik od niemca. - Ty, fajki, rap, pół litra... i ja? wieczorem? - zagadnął odnajdując moją dłoń równocześnie zaczynając ją rozgrzewać. stopniowo było mi coraz cieplej, przestałam zwijać się w kłębek na środku szkolnego korytarza, a na usta wpełznął uśmiech. - czemu nie. - mruknęłam nachylając się w Jego stronę. podczas krótkiego buziaka w Jego policzek pierwszy raz zaczęłam żałować, że nie cofnę czasu, nie odzyskam swojego serca. po prostu to wyczekujące, czułe spojrzenie skierowane wprost na mnie oznaczało jedynie plan awaryjny.
|
|
 |
|
Krótko i na temat to możesz mnie spytać czy idę na piwo, a nie przepraszać za coś czym raniłeś od pół roku.
|
|
 |
|
Może i tak, może i tak, ale raczej wątpię.
|
|
 |
|
jutro znów wrócę do rzeczywistości - z samego rana obejrzę mecz naszych siatkarzy z Iranem, potem ruszę na pierwszą lekcję ówcześnie ogarniając się niezdarnie i wsuwając miskę płatków. kolejny świetny dzień, bezcenne zastępstwa, godzinne powroty do domu, zajawki na coraz to głupsze akcje. jutro będzie tak samo, jak było tydzień, czy miesiąc temu. tylko dziś jest inaczej, bo tęsknię jakoś bardziej i rozpruwa mi się serce.
|
|
 |
|
dwa lata temu mówiłam, że jestem najszczęśliwszą osobą jaka w ogóle istnieje. bezwzględnie upajałam się szczęściem zawartym w Jego słowach. wzbudzałam podejrzenia mamy, bo chodziłam z dziwnym bananem na twarzy, i po raz pierwszy lekcja matematyki nie miała sensu, kiedy wyczekiwałam tylko dzwonka i kolejnej cudnej przerwy z Nim. nic się nie składało. Jego 'kocham' nie do ogarnięcia, moje mocno bijące serce - podobnie. dwa lata temu, dwudziestego trzeciego listopada był. był mój.
|
|
 |
|
I ściskam Cię tak mocno, i wtulam twarz w Twoje włosy i oddycham Tobą i powtarzam w myślach "nie odchodź, nie odchodź, nie odchodź" tak jakby to miało zatrzymać czas, jakby to miało przykuć Cię niewidzialnym łańcuchem i zostawić w zasięgu mojego wzroku; powtarzam głupio i naiwnie, dopóki łzy z moich oczu nie zaczną moczyć Twojej bluzy i wtedy podnosisz wzrok i Twoje spojrzenie zamraża mi serce i już wiem, że to nic nie da, że znowu znikniesz.
|
|
|
|