 |
|
Znacie to uczucie, jak powiecie komuś coś złośliwego,a potem żałujecie, że nie trzymaliście języka za zębami? Ja też nie.
|
|
 |
|
` to koniec! zabiliśmy w sobie wszystko. to koniec! mogliśmy więcej, przykro.
|
|
 |
|
' bo trzeba zrobic cos aby było tu jak w niebie a najlepiej wszystkie zmiany zaczynać od siebie. '
|
|
 |
|
Każdego ranka podróż zaczyna się od nowa Dużo lepiej się idzie, gdy podniesiona głowa Daj sobie wreszcie kredyt zaufania Masz mało do stracenia,bardzo dużo do zyskania
|
|
 |
|
Każdy ma jakiś talent, więc zacznij coś robić Po jakimś czasie zacznie Ci wychodzić
|
|
 |
|
Żyjemy: byle do piątku, byle do świąt, byle do wyjazdu, byle do lata, byle jak.
|
|
 |
|
nic nie boli bardziej niż fakt, że masz świadomość iż możesz zrobić ze mną dosłownie wszystko, a ja i tak Cię nie zostawię. w takich momentach zaczynam żałować, że przyznałam Ci się do miłości.
|
|
 |
|
nic nie zabolało mnie bardziej jak moment, kiedy palcami zgasił palącą się świeczkę, mówiąc przy tym, że muszę wziąć z niego przykład. szkoda, że kiedy podniosłam pełna gotowości dłoń, uświadomił mnie, że miał na myśli moje uczucia, a nie płomień tej cholernej świeczki, która odbijała się w jego tęczówkach jak na jakimś ckliwym romansidle. miałam ochotę rzucić nią mu w twarz, no ale nawet w takiej sytuacji nie miałam serca oszpecić jego ślicznej buźki.
|
|
 |
|
-Weź zerwałem z nią .. - Dlaczego , byliście taką idealną parą. -A widziałeś ze mi dała jedynke na fotce ?!/scoobychrupek
|
|
 |
|
nic nie irytuje mnie bardziej niż moment, kiedy siedzę na znienawidzonej matmie i nie mogę rozwiązać zadania bo w myślach mam tylko Twoje wczorajsze słowa na pożegnanie. obliczam działanie, a zamiast wyniku zapisuję Twoje imię. przez tak prymitywne zajmowanie moich myśli skazujesz mnie na brak wykształcenia, skarbie.
|
|
 |
|
Twój zapach jest dla mnie jak narkotyk. zacznę sobie wkrótce dawkować fiolki Twoich perfum. tak w ramach zaspokajania mojego narkotycznego głodu, kiedy nie ma Cię obok
|
|
 |
|
nie znoszę, kiedy jestem już wedle przekonana, że uda mi się z nim pożegnać raz, a dobrze, a on jakby czytając w moim myślach nachyla się nade mną, mówiąc jak kocha. uwielbia tą delikatną formę sadyzmu. kocha, kiedy przez niego kłócę się sama ze sobą. kiedy mówi mi, że odchodzi, i nie odsunie się nawet na metr, a ja wskakuję na niego oplatając nogami. 'zostań' szepczę, rozchylając usta. chociaż w myślach mam tylko bezwdzięczne 'odejdź'.
|
|
|
|