 |
|
[ Cz. 1 ] 'Pij to, kurwa! Zaraz tu psy będą!' Powiedziałam do kumpeli, której nie spieszyło się z piciem piwa. 'O daj spokój, nie będzie ich.' Odpowiedziała spokojnie. 'Jasne, a tamta pizda z okna, to dzwoniła do szpitala.' Kumpela zaśmiała się, a po chwili skończyła to piwo. 'No i co? Nic się już nie stanie.' Zauważyłam, że ktoś idzie w naszą stronę. 'Chciałabyś, psy, ja spierdalam, sorry, już mnie spisywali.' Ruszyłam w drogę. 'Ale przecież to tylko piwo.' Powiedziała jedna. 'Tak, tylko, że ja wcześniej jeszcze wódkę brałam!' Powiedziałam i zaczęłam biec. Wybiegłam na jakąś boczną dróżkę, po której szli kumple ostro najebani. 'Nie idźcie tam, kurwa. Tam są psy!' Wszyscy spierdalaliśmy i schowaliśmy się w wielkich krzakach. 'Cicho bądźcie, jadą tu.' Powiedział jeden z kumpli. Wszyscy się uspokoili, co było trudne w tym stanie. W huja długo stali niedaleko naszej kryjówki, ale w końcu pojechali. Na drugi dzień, idąc z koleżankami, znowu były te psy.
|
|
 |
|
[ Cz. 2 ] 'Dzień dobry.' Powiedziały psy. Uśmiechnęłam się szeroko do nich. 'Dzień dobry Panom. Możemy w czymś pomóc?' Ci uśmiechnęli się. 'Tak, możecie nam chuchnąć.' Zaśmiałam się. 'Przepraszam, jesteśmy niepełnoletnie, a z tego co wiem, to bez zgody rodzica nie możemy dmuchać. Więc bardzo nam przykro, ale w tej chwili panom nie pomożemy. A na komende nas nie możecie zawieść, gdyż nie robimy nic złego i zdaje się, że jeszcze 22 nie ma. Przepraszam.' Uchachana, skończyłam swoją wypowiedź i poszłyśmy z koleżankami w swoją stronę, zostawiając tam te psy z rozdziawioną miną.
|
|
 |
|
kochałam cię miłością tak wielką, gdzie ocean był tylko kropelką.
|
|
 |
|
Leżałam na łóżku. To były te pierwsze dni po naszym rozstaniu. Stary dres, włosy nieładnie spięte, oczy niepomalowane, kompletny brak życia. Wszedł brat, a ja wytarłam lecące po moim policzku łzy. 'Mogę Ci jakoś pomóc?' Do oczu cisnęło się pełno łez. On mnie przytulił, siedzieliśmy chwilę tak, gdy on zakomunikował, że mam gościa. 'Nie chcę nikogo, chcę być sama' Odsunęłam się i przykryłam kocem. 'Ale On Ci może pomóc' Serce mnie zakuło. 'Nie chcę, proszę.' Brat wywrócił oczami. 'To ja proszę, wysłuchaj Go. Ja z nim gadałem, zanim tu przyszedłem i uwierz, że ma wiele do powiedzenia.' Brat zawołał gościa, a sam wyszedł z pokoju. 'Wyjdź.' Powiedziałam, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć. 'Proszę, wysłuchaj mnie.' Zatkałam sobie uszy. 'Wyjdź, proszę Cię. Nie chcę Cię znać, rozumiesz? Nienawidzę Cię w tej chwili!' Krzyknęłam, a wtedy wszedł brat. 'Dobra, wyjdź. Przyjdziesz kiedy indziej' Pokręciłam przecząco głową. 'Nie wracaj nigdy!' Odprowadziwszy gościa, brat wrócił do mnie i milczeliśmy.
|
|
 |
|
Opatrywałam ranę kumplowi, po tym, jak pobił się z jakimś cwelem, który zaczął na mnie cisnąć. 'Nie trzeba było. I taj huj nie wiele mógł.' Powiedziałam. 'Tu nie chodzi o to, czy on mógł, czy nie.' Wywróciłam oczami i poszłam do łazienki, zmoczyć kolejną część ręcznika. 'Nie rób tego więcej.' Poprosiłam. 'Jeżeli nikt Cie nie będzie obrażał, to nie zacznę bójki. Kurwa, sami się o to proszą. Nie pozwolę, by jakiś pedał ze śmietnika, obrażał dziewczynę, którą traktuje jak siostrę i która jest dla mnie, nie dość, że najlepszą przyjaciółką, to najważniejszą dziewczyną.' Uśmiechnęłam się. 'To miłe, ale nie bij się więcej, proszę.' Kumpel pokręcił przecząco głową. 'O nie. Nie będą Cię obrażać przy mnie. Nawet, jak się dowiem, że ktoś Cię obraził, podczas mojej nieobecności, to tak mu przypierdolę, że się obsra na rzadko.'
|
|
 |
|
Siedziałam na końcu autobusu. Włożyłam sobie słuchawki do uszu, puściłam wybieranie losowe i zamknęłam oczy. Po pewnym czasie poczułam, że ktoś siada obok mnie, ale miałam na to wyjebane. Byłam gdzieś daleko i było mi bardzo dobrze. 'Panienko.' Powiedział kierowca, a ja otworzyłam oczy.'To już ostatni przystanek, a pani dalej nie wysiadła.' Rozejrzałam się, rzeczywiście tak było. 'O tak, rzeczywiście. Dobrze, dziękuję.' Zbierałam się. 'A. Jakiś pan na panią czeka. Powiedział, że będzie czekał na przystanku w stronę domu.' Spojrzałam na owy przystanek, ale nie ogarnęłam kto tam stał, było zbyt ciemno. 'Dobrze, dziękuję.' Odparłam i wyszłam. Udałam się na tamten przystanek, bo gdzie indziej miałam iść. 'Nareszcie jesteś. Zasnęłaś tam, czy co?' Usłyszałam Ciebie. 'A Ty nie mogłeś mi powiedzieć, że to już nasz przystanek, kretynie?' Zaśmiałeś się. 'Tak ładnie leżałaś, że aż żal było.' Uderzyłam Cię. 'Nie no, nie ma to jak przyjaciel. Dwie godziny do dupy!' 'Ale jakie przyjemnie 2 godziny!'
|
|
 |
|
Idąc korytarzem, nie było momenty, żebyś nie patrzał się na mnie. Mimo, że stoisz z tą suką, mimo, że ona próbuje zwrócić Twoją uwagę na siebie, Ty patrzysz się na mnie, a gdy przejdę obok Was, odpychasz ją delikatnie i śledzisz mnie wzrokiem. To jeszcze niedawno dawało mi tak wielką nadzieję, wierzyłam, że jeszcze wszystko będzie tak, jak tego chciałam. A dziś? Dziś mam wyjebane na ten twój wzrok, na ten twój uśmiech, na Ciebie. Ogarnij, że ja sobą pomiatać nie dam i nie będziesz wracał, kiedy się Tobie kurwa zachce.
|
|
 |
|
Wartościowy chłopak to taki który wkłada w związek coś więcej niż tylko chuja .
|
|
 |
|
pamiętasz , te dziewczyny były słodkie jak miód , dziś to materialistki co chcą porsche i chuj , plastikowy świat pełen plastikowych barbie, pop-kultura dzieciaków gównem plastikowym karmi . / o.s.t.r. ♥
|
|
 |
|
kiedyś byłeś moim przyjacielem, teraz jesteś zwykłym skurwielem . / tezet
|
|
 |
|
Siedzieliśmy na górce, zapatrzeni w gwiazdy. Położyłeś się na trawie, a ja cały czas siedziałam, jak zaczarowana i wlepiłam swój wzrok w te bezchmurne niebo. 'kocham Cię.' powiedziałeś. 'Wiesz, niby taki koks z Ciebie, niby nieromantyczny koleś, któremu tylko bójki w głowie, a tu proszę: jakieś tam lasce przy gwieździstym niebie wyznaje, że ją kocha. Normalnie skarb.' Usiadłeś obok mnie, spojrzałeś w moją stronę i wyszeptałeś 'jakiej jakieś tam lasce? Ta dziewczyna jest całym moim światem i uwierz, że chcę z nią spędzić resztę życia.' Spojrzałam w Twoją stronę, nasze twarze były zaledwie 2-3cm od siebie. 'Ona chce tego samego.' Wyszeptałam. 'Wyjdziesz za mnie?' usłyszałam. 'Co?... ja?' zatkało mnie. 'Wyjdziesz za mnie? Tak, Ty. Jak nie chcesz, to nie, spróbuję następnym razem.' uśmiechnęłam się szeroko. 'Tak, wyjdę za Ciebie. TAK!' wniebowzięty, zacząłeś mnie namiętnie całować. Położyłeś się na mnie, a zauważywszy strach w moich oczach, odparłeś. 'Spokojnie, mamy na to całe życie.'
|
|
|
|