 |
|
szarpnęłam Ją za ramiona. - kurwa, dlaczego On?! właśnie On? nie żaden inny, nie obcy mi koleś, czy nawet któryś inny z tych ważniejszych dla mnie... - zaczęłam wymieniać kolejne imiona, część gości, którzy przyszli mi na myśl. - czemu On?! na zawsze, ta? na zawsze razem, zaufanie, wierność, i my, na pierwszym miejscu. nie faceci. pamiętasz to? - zniżałam już głos, którego drżenie się nasilało. po policzkach popłynęły pierwsze łzy. - pamiętam. - odparła mi głucho, z nieobecnym spojrzeniem. lecz tej jednej nocy zapomniała, chuj, że przez alkohol i mocniejsze środki, nie ogarniała sytuacji. patrzyłam na Jej brzuch z wizją, że zakiełkowało tam Jej dziecko. Jej i faceta, który teraz był tym, najważniejszym, już niewyłącznie dla mnie.
|
|
 |
|
ta, wcale nie robię już listy tego, co chcę dostać na gwiazdkę i no, w ogóle, nie ustawiam poszczególnych pozycji pomiędzy rodziców, ciotki, wujków, dziadków.
|
|
 |
|
dopalał fajkę, więc wstał mimowolnie i strzepał piasek z jeansów. - kiedy zobaczyłem Cię tu pierwszy raz, z tamtą kuzynką, uśmiechniętą, tak cudowną, wiesz co pomyślałem? że się zabawię. kurewsko. zabawię się Tobą, po czym odejdę. - zaśmiał się. - wydawałaś mi się zupełnie nieszkodliwa. delikatna. do zranienia. - mruknął posyłając mi uśmiech, po czym nachylił się i musnął moje wargi. - um, miło wiedzieć. - rzuciłam w odpowiedzi niechętnie naciągając mocniej bluzę na dłonie. pomógł mi wstać. - jak się okazało, podstępna żmija z Ciebie. ukradłaś mi serce, głupku. - wyznał obejmując mnie ramieniem, na co mocniej do Niego przylgnęłam. pociągnął mnie w stronę powrotną. - jak chcesz to Ci oddam. - spojrzał na mnie z góry. - cudnie mi tak, wiesz.
|
|
 |
|
trzymam się, choć wciąż przesiaduję po kilka godzin pod drzwiami nasłuchując Jego powrotu. wieczorem sprawdzam komórkę, wiadomości, połączenia, cokolwiek, szukam odznak życia. przeglądam wspólne zdjęcia, zarzucam w głośnikach nasze ulubione bity. co sobotę bezczynnie siedzę opierając się po łóżko, w Jego koszulce. wypalam fajkę, odpalając kolejną. destrukcja uczuć, koniec wariackich popisów serca.
|
|
 |
|
jak tylko widzę zieloną małą kropeczkę przy twoim nazwisku na fejsie, to moja reakcja wygląda mniej więcej tak: NAPISZ, NAPISZ, NAPISZ, NAPISZ, NAPISZ, NAPISZ, NAPISZ, NAPISZ, NAPISZ, NAPISZ, NO NAAAAPISZ DO MNIE, NAPISZ, NAPISZ, NAPIIIIIISZ!!! i tak, dopóki nie będziesz offline. jebana nadzieja, co? :|
|
|
 |
|
Kiedyś zabiłabym każdą dziewczynę która chociaż na ciebie spojrzała . Dzisiaj każdej bym współczuła tego że może być następną zranioną . O której zapomni zdecydowanie za szybko. | choohe.
|
|
 |
|
i chociaż serce kazało mi wtedy iść za Tobą, błagać o to żebyś został, powiedzieć Ci, jak wiele dla mnie znaczysz, to ta pieprzona duma nie pozwalała mi ruszyć się z miejsca.
|
|
 |
|
chodź. nie smuć się wciąż jestem w Tobie zakochana. / soko ♥
|
|
 |
|
A ty nadal nie rozumiesz że rano otwieram oczy z Jego imieniem otulającym moje usta .
|
|
|
|