 |
|
I czyja to wina?
Nie wiem...
Wodzi nas za nos przeznaczenie
|
|
 |
|
Nie duża nie mała nie ładna ,
Nie chuda nie gruba nie zgrabna ,
Nie mądra nie głupia niezaradna ,
Nie twoja nie jego, nie żadnego z was
|
|
 |
|
Ile były warte nasze słowa, gdy zaczynaliśmy wszystko od nowa ?
|
|
 |
|
Miłość to nie pluszoowy miś,
Ani kwiaty ,
To też nie diabeł rogaty ani miłość
Kiedy jedno płacze a drugie po nim skacze...
Miłość...
To żaden film w żadny kinie
Ani Róże , ani całusy małe , duże
Ale miłość kiedy jedno spada w dół
Drugie Ciągnie je ku górze
|
|
 |
|
Ile jestem Ci winien ?
Ile policzyłaś mi za twą przyjaźń ?
Ale kiedy wszytko już oddam czy,
Będziesz szczęśliwa i wolna czy..?
|
|
 |
|
A miało byc tak pięknie
Miało nie wiać w oczy nam
I ociekać szczęściem
Miało być 100 lat, 100 lat
|
|
 |
|
ale nie jest źle przecież wiem że i tak kochasz mnie,
wszak i ja kocham ciebie i tak,
odchodzisz już 30 raz
30 raz zostaję sama,
ale nie krzyczę, nie płacze, nie trzaskam drzwiami ,
nawet nie przewracam oczami..
|
|
 |
|
Nie byłeś jedynym,który się mną zachłysną.
Kto miał mnie,miał wszystko,miał przyszłość.
Zafascynowany poznawałeś mnie bliżej,
kazałam ci się wszystkiego innego wyżec.
Mówiłam - będziesz wyżej niż reszta,
gdy miałeś dylemat szeptałam - przestań,
mój drogi nie ma innej drogi,
zostaw ten świat,on jest tobie wrogi,
i rozpłyń się we mnie,spełnie wszystko,
jestem jedyną receptą na przyszłość.
Tak wyszło i nie trwało długo jak,
stałeś się moim pokornym,wiernym sługą.
Otwierasz wino ze mną,pijesz do dna,
byłam jak dogmat,byłam w tym dobra.
Tego chciałeś obcować z moim ciałem.
Ja daje rozkosz,której wcześniej nie znałeś.
|
|
 |
|
Wiedziałeś,że ci mnie zazdroszczą,
to było z twoimi bliskimi niezgody kością.
Mówili to wredna suka,nie chciałeś słuchać,
Mówili jestes z nią,nie przychodź wiecej tutaj.
To nie ich wina,nie będziesz ich przeklinać,
nie znali mnie,nie wiedzieli kim jest ta dziewczyna.
Żyli w innym świecie,a ty przecież
chciałeś jakiejś zgody,mówiłam co pleciesz,
nie szukaj kompromisów,to mój nakaz,
po chwili zniewolił cię mój smak i zapach.
Nie miałeś alternatywy oni - ja,
po chwili rozpływałeś się już w moich ramionach,
czułeś że rośniesz w siłę ze mną razem,
noce pełne wrażeń,spełnieniem marzeń.
Moje ciało działało na ciebie jak eliksir,
w jedną chwile zapominałeś o wszystkim.
|
|
 |
|
Mieliśmy coraz więcej wrogów,
ogół chyba przekreslił nas.
Nasz obóz to tylko ja i ty,spaliliśmy mosty,
chcesz być ze mną,nie zwarzając już na koszty.
Byłeś zazdrosny,byłam piękna.
Musiałeś mnie pilnować,byłam miękka.
Wiedziałeś już teraz,że nie możesz przegrać,
że zatrzymasz każdego kto by chciał mnie odebrać.
Musiałeś to dobrze rozegrać,stałeś się gorzki.
Stałeś się szorstki,łykałeś proszki.
Przestałeś się interesować lepszym światem,
stałeś się moim niewolnikiem i własnym katem.
Tylko po to,aby zaznać rozkoszy nocy,
tylko po to,by zajrzeć mi głęboko w oczy,
a potem wtulić się moje włosy
i z błogą miną zginąć.
I powiedzieć mi :
nie było innej drogi dziewczyno.
|
|
 |
|
Jestem tu,pokaże ci kilka miejsc,
w których rozpłyniesz się ciepłem ust.
pokażę ci cały świat mój,świat mój.
|
|
 |
|
Skad u mnie ta wrazliwosc ponad miare skoro sapie?
Zapanowac nie potrafie nad swoimi emocjami.
Szybko sie wkurwiam i wybucham jak dynamit.
|
|
|
|